TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Luty 21, 2015 | 3:47

BEZKARNY DŻIHAD W KOPENHADZE – Aleksander Milchtach Sław, dziennikarz

KOPENHAGA: Wczoraj 20 lutego pochowany został tutaj Omar El-Hussein, młodociany palestyński bandyta-terrorysta, który w zeszłym weekendzie zamordował dwóch niewinnych ludzi w Kopenhadze. Cześć oddało mu 600-700 zamaskowanych i zakapturzonych młodych islamskich bandziorów, żyjących za frajer w społeczeństwie, którego nienawidzą. Dla nich Omar był godnym naśladowania bohaterem.

Wprawdzie minął już tydzień od jego morderczego dżihadu przeciwko krytykom Mahometa i kopenhaskiej Gminie Żydowskiej, ale coraz to nowe pikantne szczegóły dotyczące okoliczności tego zajścia nie przestają zaskakiwać. Dotyczą one działania zarówno duńskiego wymiaru sprawiedliwości, jak i organów policyjnych.

Na 2 tygodnie przed swoim zapewne planowanym randez-vous z 72 dziewicami, Omar wyszedł z więzienia. Odsiadywał wyrok za napad na bogu ducha winnego pasażera kopenhaskiej kolejki podmiejskiej, który miał pecha, że znalazł się w zasięgu noża Omara w momencie, gdy temu akurat coś odbiło. Chłopak na szczęście przeżył, mimo kilkunastu wściekłych ciosów nożem, zaś Omar dostał tylko 2 lata odsiadki. Pewnie ze względu na okoliczności łagodzące, gdyż jest „gniewnym młodym człowiekiem”.

Nie miało najwidoczniej dla sądu żadnego znaczenia, że już wcześniej był karany i był częścią lokalnej imigranckiej bandy „Brothers” terroryzującej „zgettoizowane” osiedle Mjølnerparken w Kopenhadze czyli swoistą no-go zone. Prokuratura odwołała się od wyroku do Sądu Krajowego, który jednak (wespół z adwokatem Omara) czas na rozprawę wyznaczył dopiero na sierpień 2015, czyli osiem miesięcy po wyroku sądu miejskiego.

Ponieważ nikt w Danii nie odsiaduje więcej niż 2/3 wyroku, termin rozprawy apelacyjnej wypadł już po wyjściu Omara na wolność. Dłużej nie można było Omara trzymać, bo nie było pewności, czy sąd apelacyjny zmieni wyrok sądu miejskiego. Omar był przetrzymywany w areszcie śledczym 11 miesięcy, zanim sąd miejski wydał wyrok, a czas pobytu w areszcie zalicza się jako część odbytego wyroku. W taki oto sposób Omar został zwolniony po odbyciu połowy kary, tylko i wyłącznie z powodu opieszałości duńskiego sądownictwa.

Pomijając już to,  że dłuższy wyrok i tak pewnie niczego by nie zmienił…Duńskie więzienia są wypełnione ziomkami, oszołomami, wspólnikami w wierze Omara – dostał się za kratami pod odpowiednią opiekę duchową, która – jak się okazało – nie poszła na marne. Na odchodnym Omar nie krył swojej miłości do proroka, ani planów przyłączenia się do rzeźników ISIL w Syrii, ani swojej nienawiści do Żydów.

Władze więzienne zgodnie z procedurą przekazały duńskiemu wywiadowi policyjnemu PET wiadomość o zradykalizowaniu się Omara. PET, którego zadaniem jest kontrolowanie radykalnych jednostek i środowisk islamskich w Danii, przypadek Omara całkowicie zignorował. Zresztą PET także wcześniej odmówił zwiększenia ochrony instytucji żydowskich w Danii, o co kopenhaska gmina prosiła po wydarzeniach związanych z zamachami paryskimi miesiąc wcześniej.

W ciągu 2 tygodni po wyjściu z więzienia Omar zdobył broń maszynową M95 i zaplanował atak. Do dziś nie wiadomo, czy sam wyznaczył sobie cele, kopiując scenariusz terrorystyczny z Paryża, czy też ktoś mu to podsunął; nie wiadomo też, kto pomógł mu zdobyć broń. Pistolet maszynowy, jak się okazało, pochodził z kradzieży w mieszkaniu członka duńskiej obrony cywilnej. Zresztą obrona cywilna i tak nie jest w stanie doliczyć się kilku tysięcy sztuk broni, które gdzieś tam jakoś zniknęły z magazynów.

Po zabiciu Omara duńska policja zebrała wiele gorących pochwał – za swój „kompetentny wkład i gotowość bojową” – od duńskich polityków i mediów. Zdaje się, że wszyscy robili wszystko, żeby tylko ukryć prawdę, czyli bezmiar niekompetencji. Wybory za pasem, a absurdalne działania policji, odbijają się rykoszetem na klasie politycznej.

Omar zaatakował po raz pierwszy w biały dzień o godz. 15.30. Celem ataku była publiczna debata na temat religii (czytaj: islamu) i wolności słowa w ośrodku kultury Krudttønden w Kopenhadze. Oprócz kopenhaskiej śmietanki intelektualnej z prominentnymi gośćmi, jak ambasador francuski w Danii, w panelu dyskusyjnym zasiadała Inna Szewczenko, przywódczyni ukraińskiej grupy feministycznej FEMEN, znanej ze swoich roznegliżowanych akcji przed kościołami i meczetami oraz polska artystka, Agnieszka Kolek, kurator Passion for Freedom Arts Festival.

Największą jednak uwagę ściągał udział znanego szwedzkiego rysownika, atora karykatur Mahometa, historyka sztuki i bezkompromisowego krytyka islamu – Larsa Vilksa. Obecność Vilksa, na którego życie gorliwi wyznawcy proroka już od dawna czyhają, i który jeździ zawsze i wszędzie z własną obstawą, wymagała oczywiście także ochrony policyjnej.

Trzech policjantów, w tym 2 wyspecjalizowanych ochroniarzy z PET, zajęło wygodne miejsca w przeszklonym hallu przy wejściu głównym do budynku. Budynek ten ma też inne wejścia, których policja przytomnie nie obstawiła, pewnie dlatego, że był to bardzo zimny, wietrzny i nieprzyjemny dzień. Zaś Omar właśnie tamtędy najpierw usiłował dostać się do środka. Na szczęście dla dużej ilości uczestników tego spotkania, wejścia te były na głucho pozamykane.

Szczęście towarzyszyło zwłaszcza tym uczestnikom, którzy byli za ograniczeniem wolności słowa i możliwości krytykowania religii, zakazem blasfemii i „niepotrzebnych prowokacji” – czyli zwolennikom poglądów Omara & Co. Mogliby oni poczuć się niesprawiedliwie potraktowani, gdyż wątpię, aby Omar miał czas i ochotę wypytywać o ich poglądy przed decyzją, czy rozwalić ich, czy nie. Mniej szczęścia mieli duńscy policjanci w ciepłym hallu przy barze, których strzelający przez szybę Omar miał, jak na dłoni. Zanim zdążyli się zorientować, byli wszyscy trzej ranni, bez możliwości podjęcia walki z Omarem. Nie oddali ani jednego strzału!

Jedyną osobą, która przytomnie zareagowała, strzelając przez szybę na zewnątrz, był jeden ze szwedzkich goryli Vilksa. Ale był jeszcze jeden odważny człowiek, który przypłacił to życiem. Był to duński reżyser filmów dokumentalnych, 55-letni Finn Nørgaard, który nie wiadomo dlaczego znajdował się na zewnątrz budynku. Podszedł do Omara od tyłu i złapał go za ramiona, próbując przeszkodzić mu w strzelaniu. Omar wyrwał się z uchwytu, odwrócił do Finna i oddał jeden śmiertelny strzał. Po czym zabrał przypadkowej kobiecie samochód i zniknął. Widział to świadek, który akurat wtedy przechodził parkiem leżącym naprzeciwko Krudttønden.

Po ataku na Krudttønden, policja wysłała obstawę składającą się z 2 policjantów pod synagogą kopenhaską, gdzie w budynku gminnym za synagogą odbywało się prywatne przyjęcie konfirmacyjne. Na ulicy przy parkanie przed wejściem na teren synagogi stał Dan Uzan, 37-letni członek Gminy, który ochotniczo funkcjonował jako kontroler osób wchodzących na teren bożnicy. Dan nie był uzbrojony i nie miał kamizelki kuloodpornej. Obaj policjanci z nieznanych przyczyn sterczeli gdzieś w odległości 15-20 metrów od niego przy drugim końcu budynku synagogi.

Ok. 1  w nocy Omar udając pijanego zbliża się do Dana i strzela mu prosto w głowę. Potem otwiera ogień do obu policjantów, którzy ranni rzucają się na ziemię. Jeden z nich oddaje pojedynczy strzał, bo przy upadku wylatuje mu magazynek z karabinu. Omar znika pieszo z miejsca ataku. Dan umiera.

Tak oto wyglądała owa głośno chwalona kompetencja policji i wywiadu policyjnego. Nie wiadomo jeszcze jakie inne kwiatki wyjdą w przyszłości na jaw o działaniach policji w ów Walentynkowy dzień. Już na pierwszy rzut oka widać totalny brak kompetencji dowództwa, zaniedbania w szkoleniu  i gotowości bojowej policjantów, jak również brak odpowiedniego sprzętu.

Można było uniknąć tego ataku, gdyby PET poważnie zajął się Omarem po wypuszczeniu go na wolność; można było uniknąć strat w ludziach przy odpowiedniej organizacji ochrony. Mam jedynie nadzieję, że policja i PET wyciągną wnioski i zdążą się przygotować do odpowiednego reagowania, zanim któryś z tych 600-700 uczestników pogrzebu Omara lub powracający z Syrii dżihadyści, znudzeni zabiegami rehabilitacyjnymi współczujących im pracowników socjalnych, wpadną na pomysł, żeby powtórzyć jego „sukces”. Zaś miarą sukcesu dla tych bogobojnych chłoptysiów jest ilość zamordowanych Żydów.

+++



Reklama

Reklama