TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Luty 11, 2015 | 9:15

CZY PAN MNIE ROZUMIE – Renata Jabłońska

– Czy nie wydaje się panu dziwne, że kobieta w moim wieku przychodzi do psychologa? Zapisał pan moje personalia, więc nie jest tajemnicą, że mam już prawie 67 lat. W tym wieku trudno coś w życiu zmienić, a najtrudniej zmienić siebie. Nie o to mi zresztą chodzi. Nie jestem jakąś rozczarowaną swoim życiem osobą. Zrobiłam trochę rzeczy istotnych i nie skarżę się na uczucie niespełnienia. Jestem w zgodzie z sobą, nadal żyję czynnie, prawie tak jak przedtem, gdy byłam młodsza, silniejsza.

Przyszłam do pana, bo chcę pewne rzeczy zrozumieć – może pan mi w tym pomoże.

Bo inni, mój mąż też, tylko na mnie krzyczą i denerwują mnie.

Wie pan, gdy myślę o swoim postępowaniu, wydaje mi się, że dla mnie zawsze najważniejsze były uczucia. Nimi się kierowałam. Nie na ślepo…Rozum nie był mi wrogiem, choć czasem radził żebym działała inaczej. Ale na ogół wiedziałam, że nie  mogę pominąć uczuć, bo będzie mi z tym źle. Przyznaję, że nieraz musiałam za taki wybór płacić poważnymi problemami – rezygnować z awansu,  z podróży, z partnera,  z przyjaźni… Nigdy jednak nie żałowałam tego co zrobiłam.

Ale teraz… Teraz nie mogę sobie jakoś poradzić, zdecydować co ważniejsze…

Bo jeśli to tylko poczucie obowiązku ma mi dyktować co robić, to chcę się bronić! Obowiązek to ambiwalentne pojęcie, przynajmniej dla mnie. Rozumie mnie pan?

Gdy opiekowałam się ponad 16 lat moim chorym bratem ludzie uważali, że robię to z poczucia obowiązku, że się poświęcam, że biorę na siebie odpowiedzialność za niego, podczas gdy żona go opuszcza i ucieka sobie za granicę. Nie rozumieli, że kierowało mną uczucie do jedynego brata, że go kochałam i nie chciałam żeby cierpiał samotnie w jakimś zakładzie, takiej wykańczalni dla nieuleczalnych.

Ale…Wie pan, gdy zmarł, strasznie mi było smutno, miałam uczucie, że straciłam dziecko. Był starszy ode mnie, jednak w czasie choroby, zdany na moją opiekę, wywoływał we mnie matczyne uczucia. Czasem zresztą zachowywał się jak dziecko.

Nie mam dzieci, właściwie tylko raz próbowałam, no ale poroniłam. Może to i lepiej.

Cieszę się, że nie patrzy pan na mnie zdziwionym czy wyrażającym dezaprobatę wzrokiem, jak inni, którym o tym powiedziałam. Proszę się nie obawiać, nie będę się rozwodzić na temat moich poglądów na prokreację.

Więc mój brat umarł. Jak już powiedziałam było mi smutno, pusto jakoś. Ale… Wie pan, odczułam też ulgę. Egoistyczną ulgę, że będę znów wolna. I ulgę, że on już nie cierpi. I że nie muszę na jego cierpienie patrzeć. Więc egoizm górą? Ale przecież opiekowałam się nim z całego serca, kochałam go.

Pan mi pewnie powie, że to naturalne, te różne odczucia, że człowiek ma prawo do odrobiny egoizmu, prawda?

Wie pan, chodzi o to, że samą siebie zaczęłam podejrzewać o inne niż myślałam motywy postępowania. To znaczy o to, że może jednak moje poczucie obowiązku czasem mną kieruje, a nie samo uczucie. Bo nie tylko bratem się opiekowałam. Kilka lat wcześniej poświęcałam cały swój czas poza pracą ciężko chorej koleżance. I denerwowałam się jak mi mówili: „Zwariowałaś! Dlaczego tylko ty? Przecież ona ma dwie siostry i inne koleżanki.”  Gdy umarła, nikt nie chciał wziąć do siebie jej ukochanego psa. Więc ja go wzięłam. I znów byłam w jakimś sensie uwiązana, bo z psem trzeba było wychodzić, niezależnie od chęci czy od pogody, bo on strasznie tęsknił jak wyjeżdżałam, no to skracałam moje wojaże. Bardzo zresztą tego psa lubiłam i nie żałuję, że go wtedy wzięłam. Po jego śmierci byłam przez dłuższy czas wolna. Korzystałam z tej wolności z wielką frajdą.

Teraz, po śmierci brata, też chciałabym być wolna. Mam różne plany.

Ale – i dlatego tutaj u pana jestem – mam dylemat… Moja jedyna stryjeczna siostra przeszła ciężką operację i nigdy już nie będzie mogła poruszać się o własnych siłach. Opiekuje się nią Filipinka. To nawet pielęgniarka z zawodu. Bardzo silna kobieta. Robi wszystko co trzeba. Ale kuzynka ciągle płacze, mówi, że nikt jej nie potrzebuje teraz, kiedy jest niewydolna, że nikt jej nie kocha. Skarży się, że czuje się opuszczona, zdana na łaskę obcej osoby. Ze czuje wokół siebie tylko pustkę.

Odwiedzam ją co parę dni, spełniam jej różne prośby. Ale ona mnie błaga, żebym przychodziła codziennie, żebym czasem u niej nocowała…

Zal mi jej. Lubię ją bardzo, choć nigdy nie byłyśmy zaprzyjaźnione i nawet nie widywałyśmy się zbyt często. Ale wiem jedno – jeśli jej ulegnę, wpadnę w niewolę… A tym razem

nie jestem pewna czy tego chcę, czy to potrafię znieść.  Tylko tak mi jej bardzo żal…

Proszę, bardzo proszę, niech mi pan wytłumaczy dlaczego tyle razy to na mnie spada?

Nich pan na mnie nakrzyczy, powie mi, że nie jestem za wszystkich odpowiedzialna, że ona ma przecież dobrą opiekę… Mój obecny mąż grozi, że mnie opuści, jeśli okażę się, jak mówi, altruistką…

Proszę pana, czy jestem altruistką?  



Reklama

Reklama