TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Wrzesień 5, 2015 | 3:33

HERBATA – Renata Jabłońska

Mam kolejkę u dentysty. Ale to za dwie godziny. Więc nastawiam czajnik, do szklanki wkładam torebkę herbaty „Typhoo”, kładę na talerzu dwie kromki chleba, ser. Woda już kipi. Zalewam torebkę wrzątkiem  i stawiam szklankę na stole. Jem. Chcąc się napić, unoszę szklankę. Lubię mocną herbatę, lecz ta wydaje się prawie czarna. Te torebki nie mają nitki i trzeba je wyjmować łyżeczką. Gdy to robię, okazuje się, że są dwie. Nie rozumiem – przecież wiem, że wzięłam jedną. Są okrągłe, dość duże, nie można nie zauważyć, że jest dodatkowa…

Gdy kończę jeść coś w kuchni zaczyna syczeć. Rozglądam się, sprawdzam czy zamknęłam gaz, czy wyłączyłam elektryczny czajnik. Nie znajduję przyczyny syczenia. Chcę wyjść z kuchni i w tym momencie słyszę głośny, wyraźny szept.

– Nie rozumiesz, że każda rzecz i każde żywe stworzenie mogą być podwójne?

– Tak, rozumiem, jest przecież dużo identycznych przedmiotów… – jąkam się, myśląc gorączkowo skąd się ten głos wydostaje i do kogo należy.

– Bredzisz. Nic nie rozumiesz.  Czy pomyślałaś o tym, że mogłaś mieć braci-bliźniaków? Nawet ci do głowy nie przyszło, , co?

Jakby mnie ktoś uderzył kijem po głowie! Skąd ten…głos wie, że miałam brata? Ale nikt nigdy nie wspomniał o bliźniaku! Mama by mi przecież powiedziała…

– Nie musieli tego powiedzieć. Sama powinnaś o tym pomyśleć. Przecież twoja stryjeczna siostra ma bliźniaki.

Co to wszystko ma znaczyć? Mam jakieś dźwiękowe przywidzenia? Czy chcę rozdrapać zasklepioną ranę? Teraz, gdy już jestem spokojna i pogodzona, także z odejściem  Daniego?”

Cisza. Głos zamilkł. „Pewnie rzeczywiście miałam takie „głosowe przywidzenie.”

Spoglądam na zegar. Zdążę się przebrać i trzeba jechać do dentysty.

Po powrocie do domu przypomina mi się „głos” i z obawą wchodzę do kuchni. Cisza. Wszystko na swoim miejscu. Dwie torebki herbaty leżą na telerzyku, tak jak je zostawiłam. Jednak dwie. A co bym pomyślała, gdyby była jedna? Ze coś ze mną nie tak, że mam i głosowe i wizualne przywidzenia…?

– Eee tam – co za przywidzenia! Wszystko jest w nas i jest prawdą! – szept jest zabarwiony odcieniem uśmiechu, wydaje się być przyjazny.

– To dlaczego słyszę jakby ktoś do mnie mówił…?

– Ktoś, to ja, właściciel głosu.

– Więc to jednak nie ja, to nie wypływa ze mnie…

– Wypływa, jest w tobie.

– Mam rozdwojenie jaźni, czy co?

– Głupstwa pleciesz. Zaraz jakieś rozdwojenie jaźni! Może nawet polecisz do psychologa?

– No nie…

Nie słyszę odpowiedzi. Stoję przez chwilę, potem idę do łazienki. Myję twarz zimną wodą, może to mnie jakoś ocuci, może to mi się wszystko tylko wydaje… Nie do psychologa, ale do laryngologa powinnam pewnie iść żeby sprawdził mi uszy.  

Siadam do komputera, lecz ząb zaczyna boleć, tak jak mnie uprzedził dentysta.

W torbie mam optalginę od niego, powinna pomóc. Ale nie lubię środków uśmierzających, więc idę do sypialni i kładę się na łóżku wciskając obolały policzek w poduszkę.

Udaje mi się zdrzemnąć. Widzę jakiegoś korpulentnego jegomościa w kusej szarej marynarce, białej koszuli ze sztywnym kołnierzykiem, z czarną muszką, i w granatowych spodniach. Na nogach ma lśniące lakierki. Zbliża się do łóżka.

 – Jestem lekarzem. Chcę ci powiedzieć, że jesteś zdrowa na ciele i na umyśle. Duszą się nie zajmuję. Radzę ci zażyć pigułkę optalginy, bo ból będzie nieznośny.

I jest rzeczywiście nieznośny. Zrywam się z łóżka. Wyjmuję optalginę i wchodzę do kuchni po szklankę wody.

Nie myślę o głosie. Jest cicho. Wracam na łóżko.  Po kilkunastu minutach ból mija, a ja natychmiast zasypiam.

Dani stawia walizkę przy drzwiach. Podchodzi do mnie.

– Będziemy w kontakcie. Dzwoń gdybyś czegoś potrzebowała.

– Dziękuję.

– Mówisz to omdlewającym głosem. Boże, te twoje napady zamykania się w sobie,  słabości, już tego nie mogę wytrzymać. To był twój brat, a mój najlepszy przyjaciel! To mnie dotknęło tak jak ciebie. Czy tylko więzy krwi mają znaczenie?  

Zanim zdążę coś powiedzieć, Dani znika.

Budzę się jak się już ściemnia. Ząb nie boli. Przypominam sobie sen o Danim. Wiem już, że ma rację, że zasklepiałam się w swoim bólu i nie przyjmowałam do wiadomości, że i on cierpi. Nie szukałam u niego pocieszenia. A przecież przeżyliśmy wiele razem, gdybyśmy powspominali, może nawet zapłakali razem, to by na pewno przynosiło ulgę…

Odczuwam silne pragnienie, muszę się napić. Wstaję. W kuchni już jest prawie ciemno. Zapalam światło. Łapczywie wypijam szklankę wody. Gdy stawiam ją na stole, widzę, że obok stoi jeszcze jedna. Co do licha, przecież nie zostawiłam na stole żadnej szklanki… „Głos” znów mnie zwodzi?

– Dlaczego mówisz – zwodzi? Nie mam zamiaru cię zwodzić. Zastanów się, czy nie zostawiłaś na stole szklanki po zażyciu pigułki.

– No może, nie jestem pewna.

– To dobrze, że się wahasz. Pomyśl o Danim – on się długo wahał zanim odszedł.

– Przyśnił mi się – mówię i myślę, że „głos” wie o tym, skoro wie co Dani czul…

Cisza. Nic nie syczy, nie szepcze.

Siadam przy stole.

Czy Dani zechce wrócić? Telefonuje co pewien  czas. Ja zadzwoniłam tylko raz, na jego urodziny.

Nazajutrz muszę już iść do pracy, koniec urlopu.

W drodze z pracy zatrzymuję się przed supermarketem.  Wybieram jarzyny. A one stawiają opór, podskakują. Stoję bezradnie, nic nie rozumiem. Wielki pomidor przyskakuje bliżej i…mówi!

– Dlaczego się dziwisz? Wybierasz trzy, cztery ogórki, marchewki, pomidory oczywiście. Taką elitę. A reszta zostaje na tej piekielnie zimnej półce i marzy o wyniesieniu się stąd.

Nie wiem co odpowiedzieć. „Co się ze mną dzieje – gadający pomidor? Chyba jednak pomieszało mi się w głowie i mam halucynacje…?”

Młoda kobieta podchodzi i zaczyna wybierań jarzyny. Od razu bierze ten wielki pomidor, a ja słyszę westchnienie ulgi. „Czy on nie wie, że zostanie pokrojony ?”  Teraz ja wzdycham i łapię się za głowę – „To już jakaś paranoja! Nie dość, że słyszę gadający pomidor, to się jeszcze zastanawiam co z nim będzie!”

Kupuję mrożonkę z jarzyn i idę do domu.

W kuchni cisza.

Gotuję zupę. Przypominam sobie, że Dani lubił jarzynową. I nagle chwytam telefon i dzwonię do niego.

W sobotę jemy na obiad zupę jarzynową. Jarzyny, na moją prośbę, kupił Dani. Potem klopsiki z duszonymi kabaczkami. Na deser podaję ciasto. Wyjmuję dwie torebki herbaty, wkładam po jednej do każdej szklanki. Czajnik z lekka syczy, jak zawsze. Zerekam na szklanki. Powoli nalewam wrzątek. Łyżeczką sprawdzam czy torebki się nie rozdwoiły. Nie!

– Co się tak przyglądasz herbacie? – dziwi się Dani.

– Sprawdzam czy dostatecznie naciągnęła, żeby wyjąć torebki. Przecież lubisz mocną.

Dani ma napisac jakies sprawozdanie i idzie do komputera.

Zmywam naczynia. Wydaje mi się, że słyszę syczenie.

– Jesteś, Głosie?

– Przywoływałaś mnie, więc jeszcze tym razem mnie usłyszysz. Wyraźnie zmądrzałaś. Dasz sobie radę beze mnie.

– Czy mogą jeszcze zadać tylko jedno pytanie?

– Tylko jedno.

– Czy urodzę bliźnięta?

– To już nie moja sprawa. Nie wiem, nie jestem wróżbitą.

– Ale… – milknę, gdyż słyszę zgrzyt i trzask, taki jak od zatrzaśniętych przez wiatr ciężkich drzwi.



Reklama

Reklama