TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Sierpień 15, 2015 | 9:03

INACZEJ (1) – Renata Jablońska

Nie mogę zasnąć. Nieposłuszne myśli układają się jak mozaika obrazów z przeszłości i wyobrażeń o tym co się właśnie dzieje.

Znów będziemy razem w samolocie. Wtedy, przed trzema miesiącami, spotkaliśmy się nagle w kolejce do odprawy paszportowej. Nie widzieliśmy się ponad 30 lat! Stał za mną. „Przepraszam” powiedział : „Alina”?  Odwróciłam się. W pierwszej chwili nie poznałam go. Zanim zdążył coś powiedzieć, wiedziałam już, że to Efi. Wyciągnęłam do niego rękę i nagle objęliśmy się. 

– Dokąd lecisz? – uśmiecha się,  widzę te jego szare oczy. Nie mogęm od nich oderwać spojrzenia.

– Do Amsterdamu. A ty?

– Ja też! Może uda nam się siedzieć razem…

W samolocie okazuje się, że mamy oddalone od siebie miejsca.  Jestem trochę wzruszona i jakaś niespokojna. „Po co mi to spotkanie? Zeby rozdrapać stare blizny?” Od  lat myślałam, że jeśli go gdzieś spotkam, będzie to dla mnie dość obojęte, swoją porcję żalu dawno już przełknęłam, zapomniałam. Dziwne, że mieszkając w tym samym mieście nie spotaliśmy się ani razu w ciągu tak wielu lat. 

Nagle, po starcie, widzę go obok. Uśmiechha się do mnie tym dawym uśmiechem i zwraca się do siedzącego obok mnie młodego mężczyzny.

–  Może się zamienimy miejscami? Moje jest lesze, z przodu, ale chciałbym siedzieć obok mojej przyjaciółki.

Facet się zgadza.

Siedzę przy oknie, a przy przejściu  młoda, ponura dziewczyna. Wstaje niechętnie przepuszczając zamieniających się miejscami. Spogląda na mnie z niechęcią. Efi siada koło mnie, na środkowym fotelu.

– Będziemy mieli problem z siusianiem… – mówi mi na ucho – ta panienka niechętnie się rusza. 

Smiejemy się możliwie dyskretnie.

– Po raz pierwszy jedziesz do Amsterdamu?

– Już po raz trzeci. Dwa razy byłam tam z mężem. Jego firma jest filią holenderskiej.  A ty?

– Po raz pierwszy. Jakoś przedtem nie wychodziło. Jeździliśmy sporo. Gdy dzieci były małe, na ogół do Europy – Włochy, Francja, Szwajcaria… A potem żona zaciągnęła mnie do Japonii.

Zanim zdążę coś powiedzieć, obejmuje mnie i kładzie głowę na moim rameniu.

– Tak dobrze!  – mówi.

Czuję, że dławią mnie łzy, i jednocześnie zaczynam się wściekać. „Co on sobie myśli? Ze cały czas czekałam tylko na spotane go? Ze marzyła o jego bliskości?!”

Podają posiłek.

– Moja żona umarła trzy lata temu – mówi spokojnie – Mam dwóch synów i córkę.

– Mieszkają z tobą?

– Skąd! Najstarszy się niedawno ożenił. Młodszy robi doktorat w Stanach. A córka mieszka z przyjacielem – taka teraz moda…

– Pewnie będziesz niedługo dziadkiem.

– Mam nadzieję, że nie tak zaraz!

Dziwię się, że mnie nie pyta czy mam męża, dzieci.

– Wiem o tobie od twojej sąsiadki, odwiedzała kogoś w mojej okolicy. Spotkałem ją parę razy na ulicy, ale od wielu lat już jej nie widzę.

– Umarła. Nie powiedziała mi, że cię spotykała… Co o mnie wiesz?

– Ze wyszłaś za mąż… – milknie.

– I że straciłam dziecko?

– Tak. Wiem, że to był straszny wypadek, że byłaś ciężko ranna. Jak tylko tę kobietę spotykałem, pytałem czy wyzdrowiałaś…

– No i widzisz, nawet nie jestem inwalidką, wyleczyli mnie… – mówię i czuję, że głos mi drży.

Gładzi mnie po ręce.

– Było ci ciężko z powodu dziecka…

– Czy wiesz co to znaczy stracić dwuletnie dziecko? – powstrzymuję łzy.

– To okropne! Wyobrażam sobie twoje cierpienie.

– I już nie mogłam mieć dzieci.

Obejmuje mnie, lecz zdejmuję jego rękę z moich ramion.

– Gdyby nie mój mąż, który mnie ciągnął za uszy i doprowadził do tego, że wróciłam do pracy, starałam się żyć niby normalnie, nie wiem co by ze mną było. Widocznie do wszystkiego można się w końcu przyzwyczaić. Ból zajął swoje stałe miejsce gdzieś w głębi mnie. I tęsknota za Ronim. Zyłam, pracowałam, prowadziłam dom, z czasem nawet zaczęłam chodzić z Julkiem, moim mężem, na spotkania z przyjaciółmi, potem  nawet do kin czy teatrów. No i jeździliśmy za granicę.  Nie mówiliśmy o Ronim, choć Julek cierpiał jak ja. Schowaliśmy wszystkie zdjęcia małego. „Zeby nie rozjątrzać rany”, mówił mąż. On akurat wysiadał z samochodu, gdy nadjeżdżała taksówka, w której siedziałam z Ronim. I wyskoczyła zza rogu ta piekielna ciężarówka! Julek rzucił się na pomoc, ale wgnieciony bok samochodu zabił nasze dziecko. Julek chciał siłą otworzyć wykrzywione drzwi  żeby nas wyciągnąć, złamał ramię i poważnie je zranił. Zabrali nas do szpitala. Nie chciałam wypuścić Roniego z rąk, jeszcze miałam nadzieję, że go uratują…

Nagle czuję, że  za dużo opowiadam, wbrew woli.  Milknę.

– Twój mąż…nie żyje?

– Od 5-ciu lat.

Efi opiera moją głowę o swoje ramię.

– Spróbuj się zdrzemnąć.

Przed lądowaniem pyta: „Masz zamówiony hotel?”

-Tak. A ty?

– Nie. Chciałem na miejscu poszukać czegoś skromnego. Może weźmiemy coś razem?

„Co on sobie wyobraża! Zostawił mnie, a ja teraz mam być na jego zawołanie?!”

– Powiedziałam przezcież, że już zamówiłamm pokój.

– To może tam pojedziemy i spróbujeny zamienić go na podwójny?

Nie wiem  co odpowiedzieć.    Jakaś głupia satysfakcja walczy z niechęcią.

– Coś się pewnie znajdzie tam i dla ciebie… – mówię niepewnie.

Jedziemy.

– Nie chcesz być ze mną w jednym pokoju?

– Po tyl latach jesteś dla mnie obcy.

– Obcy? Ja?

Akurat już wysiadamy, więc nie odpowiadam.

W recepcji pytam o pojedynczy pokó. Nie mają w ogole wolnych pokoi.

– To chodźmy do innego hotelu!

– Czy w zamówionym przeze mnie pokoju są dwa łóżka? – pytam recepcjonistę, choć wiem że jest jedno podwójne.

– Możemy wstawić rozkładany fotel.

– Swietnie. Dziękuję.

Gdy wchodzimy do pokoju, Efi patrzy na duże łóżko.

– Po co jeszcze ten fotel? – uśmiecha się do mnie.

– Wejdę do łazienki. Powieś tymczasem w szafie twoje rzeczy.

Odświeżona, w innej bluzce, wychodzę z łazienki. I akurat pukają do drzew i wnoszą duży fotel. Daję napiwek,  dziękuję.

– I po co to – tak bardzo nie chcesz mojej bliskości?

– Jesteś gotów do wyścia? Chyba spanie nie jest najważniejsze. Mamy niecałe cztery dni na łażenie po mieście.

– A może weźmiemny taki turystyczny autobus z przewodnikiem?

– Dobry pomysł dla ciebie. Ja sobie połażę po moich ulubiomych ulicach.

– Zostawisz mnie samego?

– No wiesz, w autobusie będzie pełno ludzi!

– Sam nie pojadę. Spotkaliśmy się i chcę być z tobą.

– Sam? No tak, jeździłeś z żoną.

– Podejmowaliśmy wspólnie różne decyzje…

– Oczywiście. Zona to żona. – mówię  to bez złośliwości.

– Mogłaś nią być, gdyby nie…

– Gdybym była mniej naiwna.

–  To był po prostu przypadek. Nie mogłem odżegnać się od swojego dziecka…

– Tak, oczywiści – mówię to dość obojętnie.

– Cieszyłem się, że to wtedy zrozumiałaś.

-Tak, zrozumiałam też, że nowe mieszkanie i samochód – w owych czasach! – to był dodatkowy argumet… – nie mgę się powstrzymać żeby tego nie powiedzieć.

– Uważasz, że poleciałem na forsę?!

– Nie wiem, dręczyło mnie to wtedy. Tak jak fakt, że jak się okazało w praniu, musiałeś z nią sypiać jeszcze wtedy, gdy się już spotykaliśmy.

– To się zdażyło tylko raz, na pożegnanie. A ona zapomniał o pigułce…

Smieję się, nawet nie ironicznie, po prostu wesoło.

Efi patrzy na mnie, zdziwiony.

-To ci się wydaje zabawne?

– Trochę. Byłeś taki naiwny, ty?

– Wierzyłem jej. I widziałem jak bardzo jej na mnie zależało. Mogła z łatwścią znaleźć sobie innego.

– Na pewno. Niebrzydka i forsiata.

– Jesteś złośliwa.

– Nie, po prostu stwierdzam fakty. Nie miałam zamiaru cię dotknąć. Była też zresztą inna, dodatkowa przyczyna, która miała na pewno wpływ na twoją decyzję.

– Inna – jaka?

– Chciałeś, starałeś się o to, żeby być uważany za tutejszego, nawet za sabrę. Przyjechałeś ponad dziesięć lat wcześniej ode mnie, kończyłeś tutaj szkołę, studia, znałeś dobrze język i krępowało cię, gdy byłam nie po tutejszemu uprzejma, albo nie znajdowałam odpowiedniego wyrażenia w trakcie rozmów z twoimi kolegami. A twoja przyszła żona była rzeczywiście tutejsza.

– To nie miało żadnego wpływu!

Wzruszam ramionami.

 – Wiesz, to takie dawne czasy. Zostawmy to.  

– Zgoda.

Smieszy mnie, że się tak łatwo poddaje, nie zaprzecza.

– To jak, decydujesz się na turystyczny autobus?

– Bez ciebie nie.

– Jak wolisz. Chodź, tu gdzieś niedaleko powinna być miła, mała restauracja – należy nam się obiad po tylu godzinach.

Popijamy smaczny obiad kawą.

– No,  a teraz pójdziemy na Plac Dam. Przecież na pewno chcesz zobaczyń pałac królewski, jak każdy przyzwoity turysta.

– Ty decydujesz.

– Zaprowadziłabym cie w ciekawsze miejsca, ale już jest dość późno, przyda nam się dłuższy odpoczynek.

Wieczorem pijemy herbatę w hotelu i idziemy do pokoju.

– Chcesz wejść pierwszy do łazienki? Ja jeszcze nie do końca się rozpakowałam.

Odwieszam spodnie, żakiet i parę bluze. Wyjmuję z walizki nocną koszulę i kosmetyki.

Potem rozkładam fotel i przygotowaną pościel.

Efi wychodzi z łazienki w kremowej pidżamie. Jego szpakowate włosy sa mokre. Wygląda jakoś młodziej. Nawet brzuch, nie bardzo duży, ale wyraźny, mniej się rzuca w oczy.

– Jednak mnie wyganiasz na fotel…

– Jeżeli ci zależy żeby spać w łóżku, możemy się zamienić .

Idę do łazienki.

Gdy wracam do pokoju, Efi siedzi przed telewizorem.

– Nie masz dość telewizji w domu?

– Chciałem posłuchać wiadomości, ale nic nie rozumiem.

– To go wyłącz i chodźmy spać. Nie jesteś zmęczony?

CDN



Reklama

Reklama