TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Sierpień 24, 2015 | 9:11

INACZEJ (2) – Renata Jabłońska

– Trochę.

– Dobranoc  – mówię  i kładę się na łóżku. Podciągam kołdrę po szyję.

Przewracam się na bok i natychmiast prawie zapadam w sen.

Budzę się w nocy. Ręka Efiego leży na moich plecach. Czuję jego spokojny oddech, więc pewnie śpi. Ostrożnie próbuję przewrócić się na wznak. I on się budzi.

Potem były czułości, które niespodziewanie dla siebie odwzajemniałam.

Rano, po śniadaniu w hotelu, idziemy do miasta. Pokazuję mu, bo prosi, most z filmu z Yves Montandem, który razem oglądaliśmy tyle lat temu, że oboje zapomnieliśmy tytułu.  „No proszę, Efi robi się sentymentalny. A był kpiarzem.” Oglądamy miasto do późnego wieczora.

 – Na jutro  zapowiadają deszcz, więc pójdziemy do Muzeum Van Gogha, dobrze?

– A nie możemy po prostu zostać w hotelu – Efi wzdycha zabawnie –Jestem śpiący.

– Po to przyjechałeś do Amsterdamu?

– Nie wiedziałem, że cię spotkam!  A obrazy Van Gogha widziałem na różnych wystawach…

– Jeśli cię to nie interesuje, to sobie śpij. Pójdę sama, chociaż już tam kiedyś byłam. Ale nie mam dość.

– Jesteś uparta jak zawsze.

– Co za zawsze? Znałeś mnie jeden rok, nie możesz wiedzieć jaka byłam przez całe życie.

– Byliśmy młodzi, zwłaszcza ty, a teraz jesteśmy  emerytami… Ale jeszcze nie starymi!

Śmieję się.

 Już w nocy zaczyna padać deszcz.

Za oknami jadalni hotelowej ulica zamglona, kanał niewidoczny.

– No dobrze, pójdę z tobą na tego Van Gogha. Ale pojedziemy taksówką.

W muzeum, przed jednym z jesiennych obrazów artysty, Efi wzdycha.

– Podoba ci się?

– Tak. Miałaś rację, to można oglądać po parę razy.

Wracamy dość wcześnie do hotelu. Efi próbuje znaleźć jakiś film na telewizynych kanałach.

– Nawet fajnego westernu nie znajduję.  Pamiętasz jak się sprzeczaliśmy jaki film wybrać? Ty wolałaś poważne.  Ale dobre westerny też lubiłaś.

– Dobry western nie jest zły – śmieję się – A ty lubiłeś,  chociaż uważałeś się za cynika,  takie różne sentymentalne amerykańskie chały też.

– Przesadzasz, po prostu zwykłe filmy.  Ale lubiłem też Felliniego,  Bergmana…

– A na Antonionim przysypiałeś! – znów się śmieję.

– No dobrze, moja ty intelektualistko. Chodź, usiądź koło mnie, znalazłem „Rzym” Felliniego.

Nazajutrz wypogadza się. Do późna łazimy po mieście. Trzymamy się cęsto za ręce, jak młoda para. Czuję się odmłodzona.

Ostatni dzień jest wspaniały. Płyniemy łodziami turystycznymi po kanałach miasta.

Nazajutrz powrót do domu. Czy do zwykłej codzienności? Jak to będzie się układać z Efim?

– Mój samochód jest tutaj na parkingu, chodź! Ciągnie moją walizkę.

Jedziemy. Mówię mu gdzie mieszkam.

– Koło twojego domu znajdę miejsce?

– Mam swoje miejsce na naszym podwórku.

– A twój wóz go nie zajmuje?

– Nie mam teraz samochodu. Nie ma się gdzie ruszyć w śródmieściu, trzeba parkować daleko od miejsca, do którego się przyjeżdża. Jeśli się spieszę, łapię taksówkę.

Myślę, że on przecież przystanie na krótko, jak wysiądę może jechać do domu.

Zanim zdążę coś powiedzieć, gdy akurat stoimy na światłach, uśmiecha się.

– Prześpimy się u Ciebie, potem pójdziemy na śniadanie w  fajnej kawiarni.

– Nie, Efi, jedź do domu. Zadzwonisz i umówimy się, może na jutro. Mam w domu                    dużo roboty.

– Nie chcesz być ze mną?

– Przecież nie uciekam, spotkamy się jutro.

Wchodzę do mojego mieszkania i odczuwam ulgę. Chcę być teraz sama. „Sprawdzę pocztę na e-mailu. Naszykuję rzeczy do prania.  Zrobię sobie kąpiel i położę się spać.”

Budzę się  dopiero około jedenastej. Uprzytamniam sobie, że śniło mi się dawne mieszkanie, które tak z Julkiem lubiliśmy, zanim nie stało się nieszczęście… Potem zamieniliśmy je na inne. Po śmierci Julka nie mogłam tam mieszkać, to zanadto bolało. Każdy przedmiot mi go przypominał. Więc zmieniłam mieszkanie i dzielnicę, łudząc się, że tak będzie lżej.

W ciągu roku nie oglądałam zdjęć Roniego, tak jak wolał Julek. Lecz w końcu nie wytrzymałam i odwiązałam tasiemką owiniętą dużą, grubą kopertę. Z początku ból był nie do zniesienia. Ale z wolna zaczął ustępować miejsca czułości, wspomnieniom.  „Kochanie moje…” – serce mi skacze, dławi mnie.

Zrywam się z łóżka, żeby teraz nie myśleć, nie wspominać.

Włączam telefon. Po chwili już Efi dzwoni.

– Dlaczego nie odpowiadasz? Już się denerwowałem.

– Kąpałam się. – kłamię, bo przecież w nocy wyłączyłam telefon.

Umawiamy się na obiad.

Spotykamy się prawie codziennie. Czasem się zgadzam, żeby u mnie spał. Próbuje mnie namówić żebym się przeniosła do niego. Ma przecież własny dom na ładnym przedmieściu.

– Nie, dziękuję Ci. Lubię swoje mieszkanie.

– To nie chcesz żebyśmy byli razem?

– Przecież jesteśmy razem. W naszym wieku nie musimy ciągle razem spać, jeść,  to w końcu nudne.

– Przecież żyłaś tyle lat z mężem – nie przyzwyczaiłaś się do obecności partnera?

– Dość młodo wyszłam za mąż, nasze życie było zawsze wspólne – na dobre i na złe… – dławi mnie w gardle.

– A z nami nie może być tak samo? Razem będziemy się starzeć, będziemy sobie pomagać.

Nie chcę go dotknąć, próbuję tłumaczyć ostrożnie, że często chcę być sama. Bo wiem już na pewno, że nie chcę z nim mieszkać. „On jest zjawą z przeszłości, nie należy naprawdę do mojego życia.”

– Poczekajmy, zastanów się jeszcze. Poznasz moje dzieci.

Powoli, z oporami, poznaję jego znajomych. Na ogół mili. Przyglądają mi się z ciekawością. „ Znali jego żonę, pewnie porównują”, myślę, lecz mnie to mało wzrusza.

Efi dopytuje o moich przyjaciół. W końcu zabieram go do znajomych. Są wyraźnie zadowoleni, że już nie jestem sama, a Efi to czuje  i cieszy się.  Do moich prawdziwych przyjaciół nie chcę z nim iść. Nie wiem dlaczego, po prostu tak czuję.

Efi już od paru tygodni mówi że wieczór świąteczny spędzimy  u jego córki. „W końcu muszę jego dzieci poznać, jeżeli mam zamiar dalej się z nim spotykać.”

Kupuję wino i czekolady. Efi przyjeżdża po mnie. Zanim ruszamy podaje mi małą paczuszkę z długą czerwoną wstążką.

– Odwiń…

W pudełku, na atłasowej  wykładzinie leży pierścionek.  Jestem zakłopotana.

– Dziękuję, Efi – bąkam, i nie wiem co zrobić. Nie chcę od niego pierścionka. W dodatku takiego na pewno drogiego, bo błyszczy szafirem otoczonym brylancikami. Nigdy zresztą nie lubiłam tego rodzaju biżuterii.

– Nie założysz? Może za mały, choć masz wąskie palce?

– Słuchaj, nie obraź się, ale nie chcę takiego drogiego prezentu. Może będzie można go zamienić na coś skromniejszego, może w srebrze?

– Czy to nie wymówka? Nie chcesz pierścionka, bo to zobowiązuje?

Jest mi przykro, ale nie chcą kłamać.

– Każdy drogi prezent zobowiązuje. Mówiliśmy przecież o tym, że nie będziemy razem mieszkać. Nie powinniśmy się czuć niczym zobowiązani. Jest dobrze, widujemy się bardzo często, spędzamy razem wiele godzin…

– I czasem łaskawie się zgadzasz żebym spał u ciebie. A ty u mnie nigdyl

– Nie jest mi miło spać w łóżku twojej żony.

– To przecież i moje łóżko.

Tak, ale w moim czuję się najlepiej. Jedźmy, bo robi się późno. A to dla Ciebie. – kładę mu na kolanach mój prezent.

Pudełko z pierścionkiem wkładam do torebki, żeby nie zwracać mu ostentacyjnie.  Zrobię to gdy mnie odwiezie do domu.

 Jest naburmuszony, kładzie paczkę z prezentem  na tylne siedzenie i rusza.

U córki i jej przyjaciela już jest starszy syn Efiego z żoną. Młodszy mie mógł przyjechać, ale potem, w trakcie kolacji, zadzwonił i rozmawiał z ojcem, siostrą i bratem. Efi rozwesela się, żartuje. Wszyscy są wobec mnie bardzo mili.

Około pierwszej w nocy wsiadamy do samochodu.  Efi bierze i odpakowuje prezent ode mnie. Kupiłam mu ładną zielonkawo-szarą piżamę. Bardzo mu się podoba.

– Ubiorę ją u ciebie – spogląda na mnie pytająco.

Nie mogę się zdobyć na odmowę. 

Trochę przejedzeni sutą kolacją, siadamy w kuchni i pijemy herbatę.

– Jeśli chcesz, możemy pojutrze iść do jubilera, u którego kupiłeś mi pierścionek, i  zamienimy go na coś srebrnego. Za resztę pieniędzy może kupisz coś dla córki czy dla synowej? Są bardzo miłe. Twój syn też

– Jednak się upierasz, nie chcesz tego pierścionka?

– Przecież ci tłumaczyłam dlaczego. Coś innego ładnego chętnie przyjmę.

Nazajutrz przed południem idziemy na dłuższy spacer nad morzem. Ładna pogoda, wiaterek, słońce.

Potem mówię, że muszę odwiedzić starą kobietę,  daleką krewną mego męża. Więc Efi jedzie do syna na obiad. 

Rzeczywiście odwiedzam panią Esterę, która się cieszy, jak zwykle, gdy przychodzę co jakiś czas.

Potem idę do przyjaciół, z którymi byłam umówiona. Dobrze mi z nimi, rozumiemy się. Znamy się od dawna, byli świadkami moich dobrych lat z Julkiem, i przeżywali razem z nami nasze nieszczęście.

Nie mają dzieci, nie wychodziło im. Nie chcieli specjalnych starań, zabiegów. Zdecydowali, że widocznie los za nich postanowił, bo w gruncie rzeczy uważają sprowadzanie dzieci, w dodatku na siłę, na ten skomplikowany coraz bardziej świat, za zwykły egoizm. Zaopiekowali się, jako tak zwana rodzina zastępcza, sześcioletnim chłopcem z bardzo biednej wielodzietnej rodziny. Przez dłuższy czas trudno było dać sobie z nim radę. Potem, gdy się przekonał, że nie mają zamiaru odseparować go od rodziny, że dają mu paczki żywności, gdy jedzie w odwiedziny do rodziców i rodzeństwa, sytuacja zaczęła się poprawiać. Poszedł do szkoły i okazało się, że jest bardzo zdolny.   Teraz to już inżynier, ma dobrą posadę i pomaga rodzinie. Często przychodzi do „cioci i wujka”, jak nazywa swoich opiekunów. Ma u nich swój pokój, jak dawniej, gdy był dzieckiem, i mówi, że dopóki się nie ożeni, to jest jego dom.

Bardzo byli przywiązani do Roniego i ciężko przeżyli jego śmierć. Pomogli nam cichym współczuciem i dbaniem o nas, gdy byliśmy jeszcze w szpitalu, i później.

Nie opowiadam im o Efim. Jeżeli będę się z nim nadal spotykać, to im w końcu powiem

CDN



Reklama

Reklama