TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Listopad 30, 2014 | 7:32

KRATA – Renata Jabłońska

Musiałam zmienić mieszkanie. Mój były mąż odkupił ode mnie połowę naszego wspólnego, i te pieniądze starczyły mi na dwa niewielkie pokoje w jednej ze starych dzielnic miasta. Do pracy miałam nawet trochę bliżej. Raz, dwa na tydzień robiłam zakupy w supermarkecie w pobliżu biura. Ładowałam torby do samochodu i jechałam do domu, modląc się żeby nie było dużych korków. W piątek zdecydowałam się jechać okrężną drogą, mniej ruchliwymi ulicami. Jechałam, rozglądając się, bo nie znałam tej okolicy. Skręcałam gdzie mogłam, kierując się w stronę domu. Wjechałam na jezdnię dość szerokiej, dwukierunkowej ulicy. Jechałam i jechałam i nie mogłam dostrzec żadnej przecznicy, w którą mogłabym skręcić. Nie mijał mnie żaden pojazd, nie dostrzegłam ani jednego przechodnia. Zrobiło mi się duszno, otworzyłam okno. Poczułam wilgotny powiew i pomyślałam, że ulica prowadzi ku morzu. “To dobrze” – ucieszyłam się – “tam skręcę i dojadę do domu.”

 

Nagle okno samo się zamknęło. Przednią szybę przesłoniła gęsta mgła. Uruchomiłam wycieraczkę, na szczęście działała. Samochód silnie zadrżał i stanął. Zobaczyłam tuż przed nim czterech wyrostków zaciekle walczących na pięści. Nawet gdyby mi się udało ruszyć z miejsca, nie mogłam, bo najechałabym na kotłujących się smarkaczy. W zamkniętym samochodzie nie słyszałam ich głosów. Boczne szyby zaćmiła mgła. Gdy znów spojrzałam naprzód, zobaczyłam błysk noża wbijanego w ciało i wyciągniętego po chwili. Z rany powoli spływała krew. Ci młodzi zaczęli uciekać, gdy w stronę rannego biegła, najwidoczniej strasznie krzycząc (bo widziałam jej szeroko otwarte usta) kobieta o czerwonawych od henny, rozwianych włosach. Przypadła do ciała chłopca chwytając obiema rękami jego głowę. W tym momencie mgła opanowała także przednią szybę, a samochód zadrżał. Było mi duszno i słabo. Poczułam, prawie bez zdziwienia, że wóz unosi się w górę. Po kilku minutach osiadł. Mgła opadła. Okno otworzyło się samo. Odetchnęłam wilgotnym morskim powietrzem. Spojrzałam w stronę morza i zobaczyłam je, ale na jego tle stała niebotyczna, żelazna chyba, czarna krata. Nie mogłam pojąć skąd się wzięła, nigdy jej nie widziałam, choć często tutaj przychodzę.

Z lekką obawą spróbowałam otworzyć drzwi samochodu. Przy drugiej próbie udało mi się.

Rozejrzałam się. Pusto było naokoło. Zaczęło się już ściemniać. Podeszłam do kraty, odważyłam się i wciągnęłam rękę… To rzeczywiście było żelazo.

 

Dygocąc, choć wcale nie było zimno, wróciłam do samochodu. Motor zaskoczył bezproblemowo. Zawróciłam w stronę domu. Znana mi ulica wyglądała inaczej niż zwykle. Sklepy i bary pozamykane, okna ciemne. Pusto. Nie mogłam pojąć co się dzieje. I nie wiem jak znalazłam się na rozwidleniu przy międzymiastowej szosie. Samochód zaczął zwalniać. Zobaczyłam wysepkę zieleni – trzy kosmate palmy i trójkąt pożółkłej trawy. Na rozłożonym kocu siedziała kobieta z niemowlęciem przy piersi, obok niej inna ściągała gumką kręcone czarne włosy 11-12-toletniej dziewczynki, a dwaj mężczyźni i chłopiec piekli mięso na rożnie.

Z trzech stron po szosach sunęły samochody. Zapach spalin mieszał się z zapachem dymu i pieczonego mięsa. To jest ich piątkowy odpoczynek, na tej pożółkłej trawie, w smrodziei hałasie silników?” – zdążyłam pomyśleć, gdy nagle zobaczyłam, że stoję przed moim domem.

Było już ciemno. Wzięłam torby z zakupami i powlokłam się słabo oświetlonymi schodami na drugie piętro.

Po kolacji, po dzienniku (bezrobocie trochę spadło, rozmowy pokojowe utknęły), po prysznicu, we własnym łóżku, zdążyłam jeszcze pomyśleć, że nazajutrz pojadę nad morze zobaczyć co z tą kratą, i zapadłam w sen.

 

Obudziłam się nie pamiętając czy śniło mi się cokolwiek. Przypomniała mi się krata, ale to przecież było przed powrotem do domu.

Postanowiłam, że pojadę nad morze przed południem, żeby znów nie oglądać ciemnych ulic.

Miałam nadzieję, że może krata zniknęła, a jednocześnie trochę się tego bałam – “bo co w takim wypadku pomyślę o sobie – że mam przywidzenia?”

Po 11-tej wsiadłam do samochodu. Dzień był wiosennie słoneczny. Ulice wyglądały normalnie, mniejszy ruch na chodnikach i jezdniach, jak zwykle w soboty. Po 10-ciu minutach dojechałam do nadmorskiej promenady. Morze migotało w słońcu. Krata stała, jak wczoraj. Zaczęłam się rozglądać czy inni ludzie też się na nią patrzą ze zdziwieniem, ale wokoło, po mojej stronie, nie było ludzi. Wysiadłam z samochodu, przeszłam przez pustą jezdnię, i zbliżyłam się do kraty. Była ustawiona na skraju szerokiego chodnika, tuż przed zejściem na plażę. Po drugiej stronie, na piasku, młodzi opaleni chłopcy kopali piłkę. Dwaj starsi mężczyźni i jedna równie stara kobieta gimnastykowali się zawzięcie. Nieco dalej opalały się trzy dziewczyny. Zbliżyłam się w ich kierunku i przez kwadrat kraty zobaczyłam, że zdjęły staniki kostiumów bikini. Jedna z nich miała tak małe piersi, że moglaby uchodzić za chłopca, druga miała takie w sam raz – nie za duże i nie za małe, a ta leżąca nieco dalej… Usiadła właśnie potrząsając tlenionymi, długimi włosami i wtedy ją poznałam. To nowa narzeczona mego męża. Z satysfakcją stwierdziłam, że piersi ma wprawdzie niewielkie, ale brzydkie i obwisłe. Roześmiałam się. Oparta o kratę jeszcze przez kilka minut przyglądałam się ludziom na plaży. Byłam pewna, że nie widzą kraty (ani mnie).

A przecież jest tak wysoka, że trudno dostrzec jej zakończenie. I nie wiem jak daleko sięga z prawa czy z lewa. Zaczęłam iść w lewo. Szłam i szłam, a krata ciągle była. Zmęczyłam się. Było mi gorąco i byłam spragniona. Nagle zawiało wilgotnym chłodem. Coś bardzo białego piętrzyło się po tamtej stronie w pobliżu kraty. Nie wierzyłam własnym oczom, ale to wyglądało jak śnieg. I zobaczyłam, że z niewielkiej okrągłej chmury pada śnieg! Miękkie, duże płatki bezgłośnie opadały na spory już pagórek bieli. Stałam jak wryta. Silny wicher zaczął mnie gnać w kierunku, z którego nadeszłam. Gdy znalazłam się w miejscu, skąd widać było gimnastykujących się starych ludzi, usiadłam na chodniku, nie mając sił dojść do ławki. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że nadal nie ma nikogo po tej stronie, w pobliżu kraty.

 

Wstałam, przeszłam przez jezdnię, wsiadłam do samochodu, ruszyłam. Po chwili dojrzałam na ulicy przechodniów i pojazdy na jezdni. Poczułam się raźniej. Byłam umówiona ze znajomymi. Postanowiłam, że nie opowiem o kracie. I że nie pojadę na promenadę w ciągu najbliższych dni, może dopiero w następną sobotę. W międzyczasie coś się chyba wyjaśni, coś napiszą czy powiedzą w mediach…

Pilnie czytałam gazety, słuchałam radiowych dzienników, oglądałam telewizyjne. Nic.

O bójce wyrostków też nie informowali.

Krata zaczęła mi się śnić po nocach.

We wtorek już nie wytrzymałam nerwowo, zwolniłam się na godzinę z pracy i pojechałam nad morze. Ruch był spory. Serce miałam w gardle gdy zbliżałam się do promenady. Z trudem znalazłam na bocznej uliczce miejsce na zaparkowanie samochodu. Szłam w stronę morza, ledwo poruszając nogami, ze spuszczoną głową. W kawiarnaich siedzieli ludzie, samochody krążyły w poszukiwaniu parkingu, słychać było muzykę techno i śmiechy.

Wreszcie, gdy stanęłam tuż przy jezdni, uniosłam głowę. Nie było żadnej kraty! Przeszłam na drugą stronę. Szukałam śladów – znaków na skraju chodnika, jakiegoś kawałka żelaza… Niczego nie znalazłam.

Gdy wróciłam do pracy i zajęłam się moim projektem, postanowiłam, że nie zaproponuję żelaznego ogrodzenia, zastąpię je niewysokim murem z cegieł, z prześwitami.



Reklama

Reklama

Treści chronione