TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Luty 28, 2014 | 9:59

MOMENTY CISZY (1) – Renata Jabłońska

Wydawało mi się, że nie pamiętam. Lecz jej niespodziewany ruch ręki i chwila ciszy, jakby dla podkreślenia go, na filmie video, nakręconym przez mego syna, gdy była u nas na świątecznej kolacji, przywróciły tamto wspomnienie. Po tylu latach. Pewnie spychałam to na dno świadomości.

Dzieci i praca zawodowa bardzo te lata zagęściły, miałam ciągle mało wolnego czasu. Tylko na urlopach, więc wolniejsza, bardziej niż zwykle za nią tęskniłam. Lecz czasem odczuwałam niepokój i broniłam się przed uczuciem żalu, gdy wspomnienia przszłości uparcie domagały się swego miejsca. Moja siostra starała się o to, żebym jej wybaczyła. Wybaczyłam, choć kiedyś okazala sie, niestety, zdolna do podłości. A przecież, wbrew jej zagraniom, od naszych najmłodszych lat zawsze ją, o rok młodszą ode mnie, kochałam, wybaczałam jej. Mama umarła, gdy ja miałam 9, a ona 8 lat.

Nasz 40-letni tata był załamany i bezradny, sam z dwiema małymi córkami. I wtedy do akcji wkroczyła babka. Sciślej mówiąc, jakby cioteczna babka, bo była ciotką taty. Ale kazała się nazywać babką. Nie miała dzeci. Męża trzymała krótko. To był zresztą babiarz, więc miała powód. Krążyły o niej różne słuchy, o okresie wojennym. Miałam już z 10 lat, gdy do mnie też dotarły. Podobno w getcie spodobała się jakiemuś Niemcowi, wykorzystała to, i będąc jego kochanką zdołała uratować siebie i swoją matkę przed wywózką do obozu śmierci. Tata uważał, że to był, w tamtych potwornych czasach, rodzaj bohaterstwa z jej strony, jej i temu Niemcowi groziła śmierć, gdyby się sprawa wydała. On jej podobno szukał po wojnie, pisał, ale odpowiedziała, że co było, to było, a teraz ma męża i nie ma o czym mówić. Jak byłyśmy małe, ja i Klara, była wobec nas poprawna, choć szorstka. Na szczęście tata otaczał nas czułą troską. Zraz po pracy pędził do nas, do mieszkania babki.

Klara umiała się do babki i do jej męża przypodchlebiać, i dzięki temu osiągała to, czego pragnęła. Ja byłam milczkiem i nie umiałam udawać. Babka mówiła, że jestem sucha jak moja mama. Tacie się to nie podobało, zaprzeczał, mówił, że mama była wrażliwa i czuła. Babka wzruszała ramionami.

Miałam już chyba 15 lat, gdy usłyszałam kłótnię babki z jej mężem. Odrabiałam lekcje przy kuchennym stole, a oni wrzeszczeli w pokoju obok. Klara podeszła bliżej drzwi i nasłuchiwała.

– Jeśli będziesz się zadawać z tą dziwką od fryzjera, wyrzucę cię z domu!

– Wyrzuć! Marzę o tym!

– Ty draniu, po wszystkim, co dla ciebie poświęciłam… Swinia!

– Co dla mnie poświęciłaś, egoistko? Zabiłaś mojego syna!

– Ty chamie! Wolałbyś żebym umarła przy porodzie, co?

Drzwi się nagle otworzyły. Klara zdążyła odskoczyć, a ja pochyliłam głowę nad książką. Babka przebiegła przez kuchnię. Trzasnęły drzwi sypialni.

– Zabiła syna?! – Klara patrzyła na mnie, a w jej wzroku była ciekawość i jakby rozbawienie.

Wieczorem spytałam tatę, który mnie samą zabrał na spacer, bo Klara nie chciała iść, co to wszystko znaczy – zabiła syna?

– Jesteś już duża i wiesz chyba, że czasem dzieci się rodzą przy pomocy interwencji chirurgicznej…

Nie rozumiałam.

– Jeśli niemowlę jest zbyt duże na przykład, i ciężko je urodzić, to robią cięcie na brzuchu i wyjmują je. Babka strasznie się bała porodu i czekała dłużej niż powinna. Nie mogła urodzić normalnie i zaproponowali jej takie cięcie. Ale ona się bała i nie zgodziła się. – tata był zmieszany.

– I co się stało z tym dzieckiem? – nie mogłam się powstrzymać od tego pytania.

– Musieli je wyciągać po kawałku… Ale nie przerażaj się, ono nic nie czuło. To był syn, no i Józio szalał z rozpaczy.

Już od dłuższego czasu czułam jak bardzo babki nie lubię, a po opowieści taty to się jeszcze wzmogło.

Klara wyciągnęła ze mnie tę historię i powiedziała, że babka bała się o swoje życie. Fakt.

Uczyłam się dobrze. Umiałam, bo trzeba przyznać babce, że nas tego uczyła, trochę gotować i sprzątać, i zaczęłam prosić tatę, żeby nas zabrał do domu.

– Klara nie chce odejść od babki. Pytałem ją.

– To niech zostanie, a ja będę z tobą.

Babka za mną nie przepadała, ale żal jej było pieniędzy, które tata za nasze utrzymanie płacił, a jak odejdę będzie miała tylko połowę.

Podziękowałam babce i jej mężowi, przynosząc wielki bukiet kwiatów.

Taka byłam szczęśliwa, że jestem z tatą! Było nam dobrze razem, był moim najlepszym przyjacielem. Mogłam nareszcie zapraszać do domu koleżanki i kolegów z klasy, tata to nawet pochwalał. A babka nie pozwalała, mówiła, że hałasują i że nabrudzą.

Klara przychodziła do nas czasem. Zaczęła się wystrzałowo ubierać, malować. Uczyła się niezbyt dobrze. Tata próbował pomagać jej z matmy i fizyki, ale stwierdził ze smutkiem, że to bezcelowe, bo jej to po prostu nie intertsuje..

Mąż babki, po wielkiej kłótni, opuścił ją i wyjechał do innego miasta. Babka mówiła, że on pożałuje i wróci na czworakach. Przeklinała go. Nie wrócił.

Tata zaczął namawiać Klarę żeby zamieszkała z nami. Obawiał się, że babka ma na nią zły wpływ, akceptuje jej strojenie się i latanie z chłopcami. Klara nie chciała przenieść się do nas.

Czas mijał, zdałam maturę i dostałam się na archeologię.

Gdy byłam już na studiach, tata dowiedział się, że Klara przestała chodzić do szkoły, że lata po nocnych lokalach, dyskotekach.

Któregoś wieczoru Klara przyszła do mnie.

– Taty nie ma? Poszedl do tej swojej bibliotekarki?

– Może, nie wiem. Ja ją lubię. I cieszę się, że tata ma przyjaciółkę.

– Przyjaciółkę… No, dobra. Przyszłam do ciebie. Potrzebuję forsy. Tata przecież za mnie babce płaci, ale ona mi nie daje kieszonkowego. Tata mi daje, ale już wzięłam. Masz trochę forsy?

– Chcesz coś sobie kupić?

– Nie, jestem winna koleżance.

– Ile?

– Setkę.

– Nie mam tyle.

– Daj ile masz. – zrobiła minę, jakby myślała, że ją okłamuję i podkreśliła to krótkim, charakterystycznym dla niej, ruchem ręki.

Dałam. Wiedziałam, że nie wyciągnę od niej prawdy na temat tego długu. Tacie nic nie powiedziałam. Wrócił do domu gdy jeszcze była, i tak się ucieszył, że przyszła.

Na drugim roku studiów poznałam Dawida. On był na mikrobiologii. Spotykaliśmy się często.

W tam samym czasie Klara poznała turystę z Francji, bogatego Zyda pochodzącego z Algieru. Był od niej o 14 lat starszy, lecz nie przeszkadzało jej to. Podejrzewałam, że kusi ją jego bogactwo, wielkie mieszkanie w centrum Paryża, światowe życie, tak jak zawsze marzyła. No i pobrali się. Slub i wesele w wystrzałowej sali hotelowej, bogata kolacja. Przyjechała jego matka, bardzo miła kobieta, gustownie, skromnie ubrana. Bracia nie mogli przyjechać, przysłali wspaniałe, olbrzmie kosze kwiatów.

Klara była śliczna w pięknej białej sukni, z welonem na upiętych wysoko włosach. Wyglądała na szczęśliwą, i tata, który obawiał się tego małżeństwa, cieszył się i powiedział, że może Klara kocha tego człowieka.

Wyjechali. Telefonowała często, na ogół do babki, opowiadając o wspaniałym życiu w Paryżu.

Na trzecim roku studiów wyszłam za mąż za Dawida. Pracowaliśmy ciężko, kelnerując wieczorami, żeby płacić za wynajęte mieszkanie. Tata proponował, żebyśmy z nim zamieszkali, lecz Dawid nie chciał. Tata i rodzice Dawida bardzo nam pomagali finansowo.

Gdy po skończonych studiach dostałam pracę w muzeum, bardzo się cieszyłam, choć pensja była niewysoka. Potem Dawid został zatrudniony w dużym szpitalu. Marzył, co prawda, o pracy w Instytucie Weizmana, ale na to musiał czekać jeszcze trzy lata. Mieliśmy już wtedy synka, Michasia. Po roku urodziłam córeczkę, nazwaliśmy ją Noa.

Klara ani razu nie przyjechała nas odwiedzić, nie była na moim ślubie, nie zapraszała do siebie. Tatę to bardzo bolało. Babka była pewna, że zaprosi ją do Paryża, lecz nie zaprosiła. Babka zaczęła mówić o „niewdzięcznicy”, która bez jej mądrych rad nie złapałaby takiego męża.

Gdy moja córeczka skończyła roczek, Klara zadzwoniła do taty i powiedziała, że jest w ciąży. Bardzo się cieszyliśmy. Tylko babka krzywiła się i wyrażała wątpliwości co do macierzyńskich zdolności Klary.

Niestety, babka (którą w duchu nazywałam „bajzelmamą”, mając na uwadze jej stosunek do Klary), miała rację.

Zeby urodzić dziecko, Klara miała w czasie ciąży leżeć, bo groziło jej poronienie. Wytrzymała kilka dni, poczym wstała, zaczęła wybierać suknię, w której pójdzie do kawiarni, na spotkanie z koleżanką. Mieszkanie było dwupoziomowe, z krętymi schodami na piętro, po których zaczęła schodzić. Gdy już była na parterze, poczuła się źle, krzyknęła. Pokojówka zobaczyła jak Klara trzyma się kurczowo stołu i krzyczy. Zadzwoniła po pogotowie. Klara poroniła w szpitalu. Jej mąż był strasznie na nią zły.

Znamy te szczegóły od jej teściowej, która przyjchała na kurację nad Morzem Martwym i odwiedziła nas przedtem.

– Mój syn był zrozpaczony, ale Klara niezbyt się przejęła. Powiedziała mi, że jest przecież młoda i może znów zajść w ciążę.. Ona, proszę mi wybaczyć szczerość, najbardziej lubi się bawić.

Tata był jakby zawstydzony.

– Nie wiem skąd to do niej… Natalka, tylko o rok od niej starsza, jest poważną dziewczyną i dobrą matką.

– Tak to bywa, że dzieci się różnią, moi dwaj starsi synowie są poważnymi ojcami rodzin i zabawy ich nie interesują. Taki też był ich ojciec.

Po jej wyjściu tata spojrzał na mnie.

– Wstyd mi, ale podejrzewam Klarę, że świadomie naraziła tę ciążę, że nie chce dzieci…

– Może nie chce teraz.

Gdy wróciłam do domu i zaczęłam szykować kolację, zastanawiałam się czy Klara rzeczywiście specjalnie wstała z łóżka żeby poronić.

Przy kolacji rozmawiałam o tym z Dawidem.

– Co mogę powiedzieć, przecież jej nie znam. Tylko ze ślubu i z twoich opowieści. Może o niczym nie myślała, tylko po prostu nie wytrzymała w łóżku. Mówiłaś, że nie interesuje się niczym poważnym, że nie czyta książek, więc się pewnie strasznie nudziła. Nie można chyba całymi dniami oglądać telewizji.

Minęło kilka miesięcy. Klara nie kontaktowała się z nami. Nagle zadzwoniła do babki i spytała czy może u niej pomieszkać, bo chce przyjechać. Babka była zadowolona i zaraz zawiadomiła tatę. Było mu przykro, że Klara do niego nie zadzwoniła. Ja już dawno zrozumiałam, że ona nie odezwie się do mnie, jeśli nie będzie miała jakiegoś interesu. Myślałam o niej, wyobrażałam sobie jej życie i było mi smutno. Przyznam, że nawet trochę tęskniłam.

No i przyjechała. Zadzwoniła do taty od babki. Powiedziała, że jeśli chcemy, to żebyśmy wszyscy przyszli w sobotę przed wieczorem.

Przyszliśmy. Tata kupił dla babki bombonierę. Ja kupiłam tort. Babka była coraz bardziej łakoma na słodycze.

Klara pięknie wyglądała, była elegancko ubrana. Wielki pierścień ze szmaragdem wzbudził podziw mego synka, który go koniecznie chciał dotknąć. Lecz Klara zbyła go tym swoim ruchem ręki. Dzieci jej nie interesowały. Najmilej rozmawiała z Dawidem. Właściwie kokietowała go. I nie powiem, żeby mu się to nie podobało…

Tata spytał jak długo zostanie. Powiedziała, że nie wie, mąż ma jej dać znać kiedy powinna wrócić.

Babce opowiedziała, że się pokłócili, ale jest pewna, że ją wezwie, gdy minie mu złość. O tym babka opowiedziała tacie. Przemilczala zwierzenia Klary, że mąż ją przyłapał z młodym kochankiem… Dowiedziałam się o tym znacznie później.

Nie odwiedziła nas nawet, ciągle gdzieś latała, jak dawniej.

Kłara miała rację. Mąż powiedział żeby wróciła. Widocznie jej wybaczył zdradę.Po jego telefonie Klara miała zwycięską minę. Babka zadręczała tatę opowieściami o wspaniałym życiu Klary w Paryżu, o jej podróżach z mężem.

Gdy moja córeczka poszła do szkoły, napisałam do Klary list i posłałam zdjęcie Michasia i Noy, odrabiających lekcje. Po kilku dniach zadzwoniła do mnie.

– Ona jest do ciebie podobna, ta mała. Ciekawe czy z charakteru też… – brzmiało to zgryźliwie.

– Mam taki zły charakter?

– Jesteś po prostu za sztywna, nie umiesz korzystać z życia.

Pomyślałam, że wcale nie wiem która z nas bardziej korzysta z życia – ona czy ja. Ona się bawi i żyje w luksusie, ja pracuję i mam udane dzieci.

Klara zostawiła babce swoją fotografię w balowej sukni w kolorze białego wina, ze wspaniałym naszyjnikiem i kolczykami.

– Dobrze ją wychowałam, wie jak się w życiu urządzić! – chwaliła się babka.

Tata tylko wzdychał.

Zastanawiałam się czy chciałybym w ogóle mieć jakieś drogocenne naszyjniki czy kolczyki i doszłam do wniosku, że wcale mnie nie pociągają. Lubię srebro, wyroby ceramiczne, drewniane… Widocznie nie mam ciągotek do luksusu. Skąd to się bierze u Klary? Tata mówił, że mama nigdy się nie intaresowała drogą biżuterią.

Dawid dostał pracę w Instytucie Weizmana i był uszczęśliwiony, choć bardziej zapracowany. Nawet w domu siedział ciągle przy biurku. Miał mniej czasu dla dzieci, ale nadal był dobrym, troskliwym ojcem. Ja jednak zaczęłam odczuwać jakiś niedosyt. Zawsze myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi, a teraz wydawało mi się, że Dawid już nie dzieli się ze mną swoimi sprawami, zawodowymi i innymi, i nie słucha zbyt uważnie, co do niego mówię. Postanowiłam wziąć na wstrzymanie i nic nie mówić na ten temat, w nadziei, że to minie.

Nie mijało. Czułam się, mimo, że mnie ceniono i awansowano w muzeum, jak kura domestica, gotująca, podająca do stołu, opiekująca się dziećmi. Postanowiłam porozmawiać z Dawidem.

Któregoś wieczoru, gdy szukał czegoś ciekawego w TV, zaczęłam rozmowę.

– Wiesz, jakoś inaczej mnie traktujesz, nie tak jak dawniej…

– O czym mówisz? Czy nie jest tak jak zawsze?

– Tak… Ale prawie z sobą nie rozmawiamy.

– Znamy się jak łyse konie, o czym mamy rozmawiać?

– Nic mi już nie opowiadasz o swojej pracy, nie interesuje cię moja.

– Najważniejsze, że dobrze teraz zarabiamy, mamy na wszystkie potrzeby dzieci i nasze.

– Myślisz, że pieniądze są najważniejsze?

– No, bardzo ważne na pewno! – roześmiał się.

– Na szczęście masz dobry stosunek do dzieci i udzielasz im się jak możesz. Gdyby nie to, byłabym teraz bardzo zła na ciebie.

Wzruszył ramionami. Okropnie mnie to zabolało. Ale już nic nie powiedziałam, żeby nie wyczuł hamowanych łez w moim głosie.

Którgoś dnia rano zadzwoniła do mnie do pracy Moran, przyjaciółka taty, która po tym, jak wyszłam za mąż, zamieszkała z nim.

– Natalia, nie wiem co robić… Twój tata jest uparty i nie chce iść do lekarza.

– A co tacie dolega ? – byłam bardzo zaniepokojona.

– Osłabienie, bicia serca… W końcu ma już 68 lat. Ja właśnie skończyłam 60 i też wychodzę na emeryturę, więc będę miała dla niego więcej czasu. Ale chciałabym żeby poszedł do lekarza. Możesz z nim porozmawiać?

Zanim zdążyłam się z tatą umówić, wylądąwał w szpitalu. Miał zawał. Chciałam się zwolnić na kilka dni z pracy, lecz Moran odradzała mi to.

– Nic tutaj nie możesz pomóc. A ja już nie pracuję i będę z nim cały czas. Ty go tylko odwiedzaj codziennie, tak się cieszy gdy cię widzi.

Dawid musial się więcej zajmować dziećmi, gdy chodziłam do szpitala. Proponowałam mu, żeby choć raz poszedl odwiedzić tatę, ale nie chciał.

– Te wizyty tylko chorych męczą. Obejdzie się beze mnie.

Bolało mnie, że jest wobec taty taki oziębły.

Zatelefonowałam do Klary i powiedziałam jej o tacie.

– Będę dzwonić i dowiadywać się jak się czuje – powiedziała.

Łudziłam się, że może przyjedzie. Nie przyjechała. Wiem, że tacie było z tego powodu bardzo smutno. Nie pocieszył go nawet wielki bukiet kwiatów, który przysłała do szpitala. A ja myślałam o tym, że jest przecież bogata i mogłaby przylecieć choćby na parę dni.

Po szpitalu Moran zabrała tatę do sanatorium. Gdy wrócili, czuł się dobrze.

Dawid nie zmienił swego zachowania wobec mnie. Byłam zgnębiona. Czułam, że nie ma sensu znów z nim rozmawiać na ten tmat, Gdyby nie dzieci, odeszłabym po prostu. Udawało mi się przy nich nie okazywać żalu, i nie złościć się na Dawida. W obecności taty też udawałam, że wszystko dobrze.

Nagle Klara zawiadomiła, babkę oczywiście, że przyjeżdża. Opuściła męża.

I znów poszliśmy się z nią zobaczyć, jakby była jakąś turystką. Moran przeprosiła, mówiąc że nic tam po niej.

Klara wyglądała wspaniale. Ciemno-czerwona suknia na ramiączkach, bardzo obcisła, podkreślała jej zgrabną figurę. Dawid gapił się na nią bezustannie. A ona kokietowała go, zupełnie się nie licząc z tym, że ja i tata patrzymy na nią ze zdziwieniem i dezaprobatą. Strząsnęła ramiączko sukni, widać było połowę piersi. Nie wytrzymałam.

– Czas iść do domu, dzieci już czekają na obiad… – czułam, że powiedziałam to zduszonym głosem.

A Klara roześmiała się, zamilkła i zrobiła ten swój charekterystyczny ruch ręki, jakby anulowała moje słowa.

Czułam się strasznie. Tata miał bezradną minę. Babka była rozbawiona, zerkała to na Klarę i Dawida, to na mnie, delektując się sytuacją.

Zapadła cisza. Moja siostra przysunęła się, szurając krzesłem, do Dawida, i zaczęła mu coś szeptać do ucha. A on miał wyraz twarzy dobrze mi znany z naszych intymnych chwil. Kiwnął głową i pogładził gołe ramię Klary.

Wstałam powoli, spojrzałam na tatę, który też wstał, i zaczęłam iść do wyjścia. Dawid dogonił nas na ulicy.

– Dlaczego musisz zepsuć miłe spotkanie? Jeszcze jest wcześnie, dzieci nie są głodne.

Nie odpowiedziałam. Pożegnałam się z tatą, który mnie mocno uścisnął i wsiadł do swego samochodu. Zanim Dawid się zorientował, usiadłam za kierownicą naszego. Wzruszył ramionami i usiadł obok. Milczeliśmy.

W trakcie obiadu dzieci wyczuły napięcie i patrzyły na nas, zaniepokojone. Nigdy przedtem nie było między nami takiej atmosfery. Przemogłam się i spojrzałam na Dawida.

– Zatkały mnie te babcine słodycze, nie mam już apetytu…

– To nie trzeba ich było jeść – powiedział bez złości, obojętnie.

Po południu zabrał dzieci do kina, tak jak im wczoraj obiecał.

Wrócili rozbawieni.

W czasie kolacji Dawid nic nie mówił, ja też milczałam, rozmawiałam tylko z dziećmi.

Gdy ułożyłam je do snu, bez słowa wyszłam z domu. Czułam, że muszę pochodzić na powietrzu, zastanowić się nad swoim i Dawida zachowaniem. Przypominał mi się ciągle wyraz jego twarzy, gdy Klara mu coś szeptała do ucha. Czy to były pochlebstwa, takie, jakimi kiedyś zjednywała sobie babkę?

Łaziłam ponad godzinę. Postanowiłam nic nie mówić na temat Klary i odnosić się do Dawida tak jak zawsze.

Leżał już w łóżku, gdy wróciłam. Czytał. Weszłam do łazienki, wykąpałam się. Tymczasem w sypialni zapadła ciemność. Spał.

Wstał rano wcześniej niż zwykle. Gdy wyszedł z łazienki, w kuchni pachniało kawą, a ja szykowałam kanapki dla dzieci.

Wypił łyk kawy, powiedział, że ma dziś trudny dzień i późno wróci, i wyszedł. Bez uśmiechu, bez zwykłego cmoknięcia mnie w policzek. Poszłam budzić dzieci.

Była godzina 11-ta wieczór, dzieci już dawno spały, a ja prasowałam. Dawid jeszcze nie wrócił. Nie telefonowałam do 12-tej, a wtedy już nie wytrzymałam. Jego telefon nie odpowiadał.

Wrócił po pierwszej. Udawałam, że śpię. Wszedł do łazienki. Nie zapalił nocnej lampki, gdy się kładł.

Rano znów się wcześnie zerwał z łóżka i wcześnie wyszedł z domu, nie czekając nawet na kawę.

Gdy wychodziłam do pracy, zadzwonił telefon.

– Co słychać?- głos babki brzmiał dziwnie.

– Od kiedy interesuje cię co u mnie słychać? Powiedz dlaczego dzwonisz, bo spieszę się do pracy.

– Może by było lepiej gdybyś mniej pracowała i bardziej dbała o rodzinę. I o siebie, o swój wygląd…

– O co ci nagle chodzi?!- złość mnie rozsadzała – Chcesz mi czymś dokuczyć?

– Zawsze byłaś głupia! Nie rozumiesz jak żyć, żeby ci było dobrze. Klara rozumie aż za dobrze. Długo się zastanawiałam czy ci o tym powiedzieć, ale nawet ty byś się w końcu zorientowała co się dzieje…

– A co się dzieje? –udawałam obojętność.

– Słuchaj, dawniej by mnie to tylko bawiło, ale teraz… Jestem stara, nie wiem kiedy umrę i co tam po drugiej stronie znajdę… Boję się. Nie chcę brać tej winy na siebie.

– Jakiej winy? – byłam zaskoczona i przerażona jej słowami.

– Bo Klara spędza wieczory z twoim Dwidem… I nawet nie ukrywa tego przede mną.

Czułam, wiedziałam, że to prawda.

– Domyślałam się tego. Nie obawiaj się, nie jesteś winna. Nawet bez twojej pomocy Klara nie miałaby chyba lepszego charakteru. – powiedziałam to stosunkowo łagodnym tonem.

W drodze do pracy byłam jak ogłuszona, z trudem prowadziłam samochód. W przerwie obiadowej wyszłam do ogrodu obok muzeum. Usiadłam na ławce. Usiłowałam zebrać myśli, wyciągnąć jakieś rozsądne wnioski, i – ze względu na dzieci – nie pochopne. Nagle poczułam ostry ból – „Jak on może mnie tak upokorzyć, kłamać, zdradzać mnie z moją siostrą! A po niej jednak nie spodziewałabym się tego. Ze z nim poflirtuje, tak, ale nie, że mi go zechce zabrać.” Napiłam się wody, odetchnęłam głęboko i wróciłam do pracy. W drodze do domu myślałam co będze dalej: „Mam milczeć, żeby dzieci się niczego nie domyślały? A jeśli on nagle odejdzie, to co im powiem?. Czy Klara zechce żyć z Dawidem, który dobrze zarabia, ale będzie musiał łożyć na dzieci, więc na luksusy nie będzie ich stać…”

Gdy podawałam dzieciom obiad, zadzwonił tata. Spytałam czy może do mnie przyjść.

Dzieci bawiły się w swoim pokoju, a ja z tatą usiedliśmy na tarasie.

– Powiedz mi czy to prawda, co mi babka dziś powiedziała o Dawidzie i Klarze? – Tata złapał się za głowę

– Niestety, tak.

Jęknęłam, wbrew swojej woli.

– To moja wina! Nie powinienem był zostawiać jej u babki, tylko zabrać do domu i wychowywać!.

– To by niewiele dało. Pewnie by uciekała, kłamała…

– Niepokoi mnie twój spokój, Natalka.

– Pozorny, tatusiu, miałam czas trochę pomyśleć.

– I co zrobisz?

– Jeszcze nie wiem. Muszę myśleć o dzieciach. Właśnie robiłam na zimno taki rachunek, że pensja Dawida, po odjęciu sumy, którą będzie płacić dla dzieci, nie będzie dla Klary dość atrakcyjna i ona może go rzucić.

– Jesteś pewna, że on odejdzie z domu i zamieszka z Klarą? Babka mówiła, że w sprawie rozwodowej jej mąż jednak przegrał, bo ją zdradził z kobietą, która mu urodziła dziecko, i Klara dostanie pewnie dużo pieniędzy.

– Nie jestem pewna czy zechce się z Dawidem dzielić. Jakby nie było, jeżeli on nadal będzie wracać późną nocą, a rano, bez słowa, uciekać z domu wcześniej niż zwykle, sama go wyproszę.

Niestety, jego zchowanie się nie zmieniło. Wracał nad ranem, trochę spał, potem ubierał się stranniej niż zwykle i bez słowa wychodził z domu, gdy dzieci jeszcze spały.

W sobotę, kiedy to zwykle trochę dłużej leżeliśmy w łóżku i dzieci do nas przychodziły na pieszczoty i pogaduszki, został na śniadaniu, potem wycmokał dzieci i wyszedł bez słowa.

Tego już było dla mnie za wiele. Postanowiłam porozmawiaś z dziećmi, wytłumaczyć im jakoś sytuację, bez wymieniania Klary, no i wszcząć kroki rozwodowe.

Dzieci, jak się okazało, czuły, że coś jest nie tak. W szkole było dużo kolegów z rozbitych rodzin, więc wydawało im się, że to może nic strasznego. Pytały tylko, czy będą się z tatą spotykać.

Następnej soboty, zanim dzieci do nas przyszły, powidziałam Dawidowi, że chcę rozwodu i że przekazałam sprawę adwokatowi.

– Zwariowałaś?! Chcesz wyrządzić dzieciom taką krzywdę?

– Ty głupi idioto – powiedziałam i roześmiałam się nagle, bo to podwójne określenie wydało mi się zabawne – dzieci od dawna czują co się dzieje.

Adwokat prosił żebym przyszła i opowiedziała mu dokładnie o co chodzi, dlaczego chcę rozwodu.

Tata i Moran uparli się, że pójdą ze mną. Gdy już u niego siedzieliśmy, sekretarka otworzyła drzwi, i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, do gabintu weszła Klara! Bez słowa usiadła na jednym ze stojących nieco z boku krzeseł. Adwokat spojrzal na nas pytająco. Skinęłam głową na znak, że to w porządku. Nieswoim głosem powiedziałam: „To moja siostra.”

Omawialiśmy warunki rozwodu. Adwokat nalegał, żebym żądała więcej niż chciałam, lecz nie zgodziłam się. Chciałam być sprawiedliwa. Przecież Dawid uczestniczył we wszystkich naszych wydatkach co najmniej na równi ze mną, a czasem sam finansował różne zakupy.

Adwokat powiedział, że porozumie się nazajutrz z mecenasem Dawida i wyraził opinię, że ten zażąda więcej. Nagle odezwała się Klara: „Nie należy mu się nawet to, co ustaliliście. To on zdradził moją siostrę i gotowa jestem świadczyć na rozprawie.” Zatkało mnie kompletnie. Adwokat spoglądał pytająco. „Mam nadzieję, że nie zajdzie taka potrzeba”, powiedziałam.

Gdy szliśmy korytarzem ku wyjściu – tata z Moran przodem, Klara zbliżyła się do mnie, przytrzymała mnie za ramię i powiedziała, patrząc mi prosto w oczy: „Nie żałuj, on nie jest ciebie wart.” Nim zdążyłam zareagować, odwróciła się i gdzieś zniknęła.

Stałam w miejscu i nie wiedziałam co czuję. To była mieszanka złożona ze wzruszenia, złości, podziwu… Na pewno nie czułam nienawiści, przedtem, gdy spotykała się z Dawdem, też jej nie nienawidziłam, czułam się tylko podwójnie zdradzona.

Dużo rozmawiałam z dziećmi. Były zalęknione i trochę podekscytowane faktem, że będą opowiadać kolegom, co je spotkało.

Rozwód stał się faktem dokonanym. Dwid próbował mnie przekonać, żebym zaczekała, spróbowała go zrozumieć.

– Nie kocham Klary, to było takie chwilowe szaleństwo, uwierz mi…

– Nawet jeśli uwierzę, niczego to nie zmeni. Nie potrafię już z tobą żyć.

Przyjął proponowane przez mego adwokata warunki. Prosił tylko o swobodne spotyknie się z dziećmi. Zgodziłam się, zaznaczając jednak, że jeśli uznam za stosowne, mogę nie zgodzić się na jakieś jego propozycje spędzania z nimi czasu, jeżeli będę uważała, że to dla nich nieodpowiednie.

Jak dziwnie i smutno było spać samej w naszym dużym łóżku… Wieczorami siedziałam długo przy dzieciach, nawet gdy już zasnęły.

W pierwszą sobotę po jego wyprowadzeniu się z domu Dawid chciał zabrać dzieci na plażę. Zgodziłam się. Przybiegły do mnie rano, tak jak zawsze, położyły się przy mnie. I zaczęły mnie namawiać żebym też poszła na plażę. Powiedziałam, że mnie boli głowa i nie zniosę słońca. Naszykowałam kanapki, także dla Dawida, i zimną herbatę w butelce obłożonej suchym lodem.

Przyszedl punktualnie o 9-tej. Miał trochę głupią minę. Pocałował dzieci, a mnie podał rękę.

„Tylko uważajcie, morze bywa niebezpieczne”, powiedziałam, gdy wychodzili.

Wróciłam do łóżka, żeby się wypłakać w poduszkę.

W jakiś czas po rozwodzie Klara zadzwoniła, pytając czy może mnie odwiedzić.

Przyszła z prezentami dla dzieci!

Siedziała parę godzin, zjadła z nami kolację. Gdy dzieci poszły spać, powiedziała, że chce mnie jeszcze raz upewnić w sprawie rozwodu.

– On nie jest ciebie wart – powtórzyła słowa wypowiedziane wtedy, po wyjściu od adwokata.

Zrobiła ten swój charakterystyczny ruch ręki, jakby coś skreślała czy oddalała, na moment wstrzymała głos, potem odetchnęła głęboko.

– Uwodziłam go, to prawda, ale nie powinien był się poddać!

Milczałam.

– Nie wybaczysz mi? Wierz mi, że gdyby nie ja, znalazła by się inna…

– Może, ale to by mniej bolało – powiedziałam cicho.

Chwyciła mnie za rękę.

– Natalka… Nie jestem zła, tylko nieopanowana. I lubię robić waraiackie rzeczy, na złość wszystkim. Nie wiem dlczego…

– Zapomnijmy o tym. Mam nadzieję, że już mi nie będziesz robić żadnych kawałów.

I tak, powoli, zaczęłyśmy się widywać, rozmawiać. Wobec dzieci była trochę nieporadna, ale one ją polubiły, bo im się nie narzucała. Była, oczywiście, nadal złośliwa, naśmiewała się z Moran i z paru moich koleżanek.

– Ta Moran jest taka nudna!Jak tata z nią wytrzymuje?

– Prawie jej nie znasz, wcale nie jest nudna.

Moim koleżankom nadawała różne przezwiska, czasem trafne: „dzierlatka”, „słodki pyszczek”, „guma do żucia”…

– Nie mam racji? – śmiała się.

– Może, ale ja je lubię i akceptuję razem z ich wadami.

– No widzisz, to mnie zawsze u ciebie denerwowało, to godzenie się z faktami – bez walki.

– A jak można walczyć z takimi czy innymi cechami charaktru? Nawet Dawida nie potrafiłam zmienić, gdy zrobił się taki jakiś obcy, jeszcze zanim ty przyjechałaś.

– Wiesz, to jednak dla mnie ulga, że to nie ja go zmieniłam.

– Wcale go nie zmieniłaś. To, że się tak zapalił, gdy go kokietowałaś, to też świadczy o jego charakterze.

– Natalka… Muszę ci coś powiedzieć. Ja byłam o ciebie zazdrosna – nie przerywaj mi, dobrze? – dopiero po tej historii z Dawidem zdałam sobie sprawę, że to taki rodzaj „zemsty” za twoje zawsze nienaganne zachowanie, za to, że tata cię bardziej kochał…

Już nie wytrzymałam.

– Co ty mówisz! Tata kochał cię tak samo i zamartwiał się o ciebie.

– No tak, miał powody, zwłaszcza wtedy gdy byłam u babki.

Nagle obie się roześmiałyśmy.

– Pamiętasz jak ją naciągałam na te karteluszki, że jestem chora i nie mogę iść do szkoły?

– Pewnie. I szłaś sobie na plażę!

Tata bardzo się cieszył, że widujemy się z Klarą. Trochę go bolało, że czasem umawia się z nim w kawiarni, ale Moran nie zaprasza. Powiedziałam tacie, chyba zgodnie z prawdą, że to z przekory.

Umarła babka. We śnie, szczęśliwie dla niej, bez cierpienia. Zamówiliśmy z tatą ładny wieniec, z napisem na szarfie: „Spoczywaj w pokoju”. Na nic bardziej uczuciowego nie było nas stać.

Klara przszła na pogrzeb z olbrzymim bukietem białych róż. Poczułam jakieś złośliwe rozbawienie – białe róże dla tej babki pasują jak przsłowiowy wół do karety, a raczej kareta do wołu. Potem pomyślałam, że Klarze nie tyle o babkę chodzi, co o wywarcie wrażenia. Może zresztą, w przeciwieństwie do mnie, rzczywiście babkę kochała, był przecież między nimi rodzaj porozumienia.

Po pogrzebie przyszła do mnie. Dzieci były w szkole.

– Widziałam jaką miałaś minę na widok mojego bukietu róż! Nawet mnie to rozśmieszyło, bo szczerze mówiąc białe róże do babki nie pasują… Ale nie było akurat ładnych różowych.

– Nie wrócisz już do Paryża? – spytałam nagle.

Klara spojrzła na mnie wyzywająco.

– Po tym co się stało? Nie. Znajomi mają mnie na językach, choć u nich też się zdarzały szokujące historie. I jego bracia zawsze na mnie patrzyli wilkiem. Choć temu starszemu ślina ciekła po brodzie jak mnie widywał wystrzałowo ubraną, wydekoltowaną! – jej charakterystyczny ruch ręki i dłuższe niż zwykle zawieszenie głosu. Westchnęła, zaśmiała się.

– No i co ja tam będę robić?

Widocznie miałam zdziwioną minę, bo roześmiała się.

– Zaraz cię zaszokuję, jeśli mam powiedzieć prawdę…

– Nie jestem purytanką.

– Nie? – znów się roześmiała – to posłuchaj. Tylko daj mi kieliszek koniaku.

Upiła trochę, otrząsnęła się.

– Mój były mąż przyłapał mnie z kobietą.

I widząc, że nie bardzo rozumiem, dodała.

– Z lesbijką.

Zatkało mnie.

– Ty z lesbijką? Masz takie ciągotki?

– Chciałam spróbować jak to jest, a ta Jeanne długo się do mnie zalecała. To bardzo ładna kobieta, trochę ode mnie starsza, bogata, kapryśna… No i gdy już byłam wyjątkowo wszystkim znudzona, poddałam się jej. To było nawet miłe, ale jednak wolę mężczyzn.

– Uff… – jęknęłam.

– Bardzo jesteż zgorszona?

– Nie. Tylko zdziwiona, że się na to zdobyłaś. Nie czułaś się skrępowana?

– Ja skrępowana? Coś ty!

– A wtedy, z tym młodym facetem, też to robiłaś z nudów?

Roześmiała się.

– On był po prostu o wiele lepszy od mego ślubnego!

Smiała się nadal.

– To mi wybaczył. Ale potem zaczął się zadawać z młodą kozą, która zaszła w ciążę, i to w jego mniemaniu było w porządku To była kara za to, że poroniłam. On jest zakłamany, niby wierzący, chociaż wybiera z wiary to co mu wygodne. No, ale homoseksualizm w jego domu, to nie, to hańba! A na paryskich ulicach dwie calujące się kobiety nikogo nie wzruszają…

Łyknęła trochę koniaku.

– Nie, nie odpowiadał mi seks z kobietą. Chciałam jednak wszystkiego zakosztować. I zrobiłam to.

Coś w sposobie, w jaki to mówiła, wydało mi się sztuczne, a ona jakaś „przytłumiona”, jakby zmęczona własnymi popisami.

– Klara, czy ty poroniłaś, bo nie chciałaś dziecka?

– Nie bardzo chciałam, to fakt. I nie mogłam znieść tego koszmarnego leżenia w łóżku po to, żeby urodzić jeszcze jednego człowieka, nie wiadomo na jaki los, tylko dlatego, że mój małżonek koniecznie chciał syna-spadkobiercę!

Przeciągnęła się, spojrzała na mnie uważnie.

– Czy ty czasami zastanawiasz się po co żyjemy? Jaka jast, jeśli w ogóle, nasza rola w tym całym bałaganie…

– W jakim bałaganie, co masz na myśli?

– Wszystko, cały ten zwariowany świat, ten wirujący kosmos, całą tą bezdenną przepaść, gwiazdy, planety… Przecież widzieli na księżycu jakie to puste, zimne, straszne…

– Ale może gdzieś jednak jest jakieś życie? – powiedziałam bez przekonania.

– Et… – i ten jej ruch ręki.i zawieszenie głosu – Mnie interesuje sens mojego istnienia i nie znajduję go. Rozmnażanie się ma być sensem? Nie obrażaj się, Natalka, ale zwierzęta robią to sprawniej od nas.

– Dla mnie wartość mojego istnenia, to moje oddanie dzieciom i to, co dobrego potrafię osiągnąć w pracy.

– No, to przynajmniej ty wiesz po co żyjesz – powiedziała bez krzty ironii.

Westchnęłam

Spytałam czy przyjdzie do mnie w sobotę na rodzinny obiad – będzie tata z Moran. Ku mojemu zdziwieniu bez wahania powiedziała, że tak. Patrzyła w okno, jakby nie chciała żebym widziała jej oczy.

– Tata jest zbyt blady, powiedz tej Moran żeby go wzięła na badania krwi.

– Ciągle chodzą na sprawdziany do kardiolga i robią tacie różne badania, ale spytam co z badaniami krwi. Dzięki, że mi o tym mówsz.

Po paru miesiącach tata mial kolejny zawał. Lekarze w szpitalu nie ukrywali, że stan jest ciężki, Powiedzieli, że robią wszystko co możliwe, żeby tatę ratować.

Gdy wzięli go na operację, siedziałyśmy w poczekalni, Moran, Klara i ja. Czekałyśmy. Starałam się zdusić płacz, Moran też. Klara nie płakała, zapalała papierosa po papierosie i widziałam jak jej drżały ręce.

Tata nie przeżył operacji. Dla mnie to był jakiś rodzaj pociechy, że umarł w uśpieniu.

cdn



Reklama

Reklama