TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: , | Luty 25, 2015 | 11:12

NIESKOŃCZONOŚĆ & KULA ZE SZLACHETNYCH METALI – Renata Jabłońska

NIESKOŃCZONOŚĆ

– Widzisz, ja naprawdę chciałam umrzeć. Trudno przekonać kogoś, kto miał zawsze, jak ty, bardzo dynamiczne życie. No i jesteś optymistką. – mówiąca zamyśliła się, patrząc na twarz koleżanki, ale jej nie widząc. Gdyby zobaczyła wyraz jej oczu, przestałyby mówić, zapewniając, że już wszystko w porządku.

– Jak ci to wytłumaczyć? – uśmiechnęła się leciutko – Po prostu zbrzydło mi wszystko. Szczerze. I niczego nie byłam ciekawa. – uniosła szczupłą dłoń i na chwilę przycisnęła przymknięte powieki.

– Nie miało znaczenia, że to zrobiłam w dniu moich 35-tych urodzin. Akurat nawet nie pomyślałam o tym. Te 35 lat to była od dawna przyczyna zastanawiania się nad wszystkim… Jesteśmy zasugerowani wymową liczb…  35 to połowa 70-ciu, coś się już w 50% dokonało, no a 70 lat to przecież starość! Lecz nie o to chodziło. To był tylko dodatek. Jeden z wielu. – uśmiechnęła się prawie wesoło.

– Kiedy oprzytomniałam, w szpitalu, młody lekarz, bardzo śmieszny, okrąglutki, strasznie się na mnie złościł: „Co to za moda żeby dziewczyny nie umiały znieść niepowodzenia w miłości i zaraz chciały umierać!”, krzyczał. A ja powiedziałam: „Panie doktorze, wcale nie przeżyłam teraz jakiegoś niepowodzenia w miłości. Ale hałas był jednym z powodów mojego załamania!”

Otworzył usta i patrzył na mnie jak na prawdziwą wariatkę. „Przekażę panią moim kolegom od nerwów ze specjalnym poleceniem!”, powiedział. Ale jeszcze tego samego dnia puścił mnie do domu. Po dłuższej rozmowie. – odetchnęła głęboko.

– Wiesz, kiedy weszłam znów do mojego pokoju, nie odczułam ani cienia radości. Nawet nie spojrzałam na moje ukochane rośliny. Zrobiłam sobie ciepłą kąpiel, położyłam się. Ale nie mogłam zasnąć. Leżałam i uparcie myślałam o tym, że trzeba ciągnąć dalej, bez żadnej chęci. Ta sama praca, ci sami ludzie… To wyczekiwanie na urlop, w nadziei, że coś się zmieni, że znajdę inną pracę, poznam innych ludzi… spojrzała na koleżankę, która akurat przekładała nogę na nogę.

– To, co powiedziałaś przedtem o moim zamykaniu się w domu, to prawda. Ale starałam się bardzo nie rozmyślać o tym co tutaj przeżyłam. Nawet nie oglądałam fotografii. I do nikogo nie miałam pretensji. Sama wiesz jak jesteś zajęta pracą, domem, dziećmi. Tak jak i inni znajomi. Jednak nie potrafię być zawsze tą odwiedzającą, nigdy odwiedzaną. Prawie nigdy. Zresztą ludzie mający dzieci zaczynają zmieniać poglądy. A samotnych nie rozumieją. Na każdy problem mają jedną radę: trzeba wyjść za mąż, nie wybierać tyle…Jak się ma rodzinę, troski samotnych wydają się tak mało ważne. Troski… – spojrzała w okno. Padał deszcz.

– Masz parasolkę?

Koleżanka kiwnęła głową i zerknęła na zegarek.

– Nic się nie zmieniło. Znowu deszcz, wiatr, jesień… Lubię to. Zacznę łazić na długie spacery.

Dzisiaj kupiłam te jesienne kwiaty. Piękne, prawda? Może to znak, że najgorszy nastrój minął. I jakby nie było, ja tego więcej nie zrobię. Zdziwi cię, co ci teraz opowiem, ale to prawda. Żadne słowa by mnie nie przekonały, że należy żyć za wszelką cenę, że nie wolno szukać śmierci tylko z braku ochoty do życia. Ale miałam sen… Po powrocie ze szpitala. To było niezwykłe! – z zamyślonym uśmiechem patrzyła na koleżankę, nie widząc jej.

– Śniłam, że umarłam, że jest mi lekko, cudownie. Otaczała mnie jakaś przemiła, ciepła ciemność. Nagle usłyszałam głos, dość łagodny nawet. Przypominał naszego matematyka, Kunicza, pamiętasz? I ten głos mówił: „Umarłaś. Pięknie. I co teraz? Czy wiesz co cię czaka?” Byłam przestraszona, powiedziałam, że nie wiem. „Czeka cię TO SAMO.” Nie zrozumiałam. Ale po chwili zobaczyłam, jakby z góry, nasze miasto. „Wrócisz teraz i będzie TAK SAMO jak było”, powiedział. „Zawsze jest TAK SAMO. I gdy jeszcze raz umrzesz, znów będzie TO SAMO.”  Zaczęłam krzyczeć:  „Ale ja nie żyję!”

„To nic. Będziesz żyła. Tak jak inni ludzie w mieście. Widzisz ich, tam na przykład, w parku, w którym chciałaś umrzeć?”

Zdawało mi się, że głos wyraża pobłażliwą naganę.

Ledwo mogłam mówić z przerażenia: ” Więc nie ma śmierci?”

„Jest. Umarłaś. I to jest ten drugi świat. TAKI SAM. A jak umrzesz znajdziesz następny świat. TAKI SAM. I znów przeżyjesz TO SAMO.”  Głos brzmiał spokojnie, prawie obojętnie. „Ale to niemożliwe!”,  krzyczałam.

„Lecz tak jest. W nieskończoność” – powiedział takim tonem jak Kunicz gdy nam tłumaczył nieskończoność wszechświata… Jeden układ słoneczny, drugi, trzeci… I tak bez końca!

Spuściła głowę. Siedziała nieruchomo. Wreszcie spojrzała na koleżankę i zobaczyła, że ta stoi już, poprawia fryzurę i uśmiecha się z wyrazem niepewności i lekkiego zniecierpliwienia.



Reklama

Reklama