TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Luty 22, 2018 | 11:54

PATOLOGICZNA DZIUNIA.

TELAWIW OnLine: Patologiczny syndrom „Hannah Arendt” – wykorzystywany dawniej i dziś w chamskiej propagandzie antyizraelskiej – odpalony został od razu w pierwszym momencie rozpoczęcia słynnego Procesu Eichmanna w Jerozolimie. „Jawohl”- szczeknął oskarżony spytany, czy jest Adolfem Eichmannem (wyprostowując się służbiście w szklanej klatce). Gabriel Bach, ówczesny zastępca prokuratora: „Byłem po lekturze wspomnień komendanta KL Auschwitz Rudolfa Hoessa. Mieli rozkaz gazowania 1000 dzieci żydowskich dziennie, niektóre klękały błagając o litość; kiedyś nogi się pod nim ugięły, gdy wpychał je na siłę do komory gazowej”.

Hoess gadał o tym z Eichmannem, który wytłumaczył, że trzeba wybić także dzieci żydowskie, żeby ostatecznie załatwić problem, i żeby potem się nie mściły”. Gabriel Bach: „Miałem przed sobą na biurku te „wspomnienia”, gdy pierwszy raz Eichmann stanął przede mną”. Miki Goldman, oficer izraelskiej policji, który uczestniczył w przesłuchaniach Eichmanna i asystował przy jego egzekucji w więzieniu w Ramli przed północą 31 maja 1962: „Miał już stryczek na szyi i w ostatniej chwili przed otwarciem zapadni, rzekł: Zawsze wierzyłem w Boga i umieram z Bogiem w sercu”.

Truchło Eichmanna zostało spalone na telawiwskiej plaży przed świtem. Ten sam Miki Goldman rozrzucił potem jego prochy nad Morzem Śródziemnym, poza obrębem wód terytorialnych Izraela; parę lat temu opowiedział, że jakiś pyłek wpadł mu przy tym w oko… Szklana klatka, w której trzymali Eichmanna na procesie eksponowana jest w kibucu Lochamej Ha-Getaot (Bojownicy Gett) w północnym Izraelu, gdzie starorzymski akwedukt wbija się w Muzeum Holokaustu. Co pewien czas wędruje po świecie, robiąc za „artefakt” w zagranicznych muzeach SHOAH.

Główne znaczenie Procesu Eichmanna polegało na tym, że – na oczach całego świata – potwierdził zasadność syjonizmu, czyli kapitalnego etosu Żydów wracających po 2000 latach do swoich narodowo-religijnych korzeni na ziemiach starożytnego Izraela. Wśród obsługujących proces dziennikarzy była Hannah Arendt, określana potem, jako „jedna z najsłynniejszych myślicielek żydowskich XX wieku”. Ta wybitna dziunia.., która za młodu pieprzyła się z hitlerowskim „filozofem” Heideggerem – pisała korespondencje do „New Yorkera”, zebrane potem skrzętnie w książce pt. „Eichmann w Jerozolimie – rzecz o banalności zła”.

„Dziunia” okazała się prekursorką forsowanej na chama przez światowe lewactwo i inną hołotę antysemicką tzw. uniwersalizacji Holokaustu. Proceder ten pozbawiający Holokaust odniesień  jednoznacznie żydowskich – ukazujący to największe w historii ludobójstwo, jako synonim zła ogólnoludzkiego – służy głównie do podważenia prawomocności Izraela. Numer polega też na tym, że w ramach „uniwersalizacji Holokaustu”  – pojęcia takie, jak ludobójstwo, faszyzm i rasizm/apartheid kierowane są… przeciwko Izraelczykom. O skrzywieniu Arendt świadczy dodatkowo fakt, że w swoich relacjach z procesu – chcąc „zrelatywizować zło” – chrzaniła wciąż o rzekomym „żydowskim pochodzeniu Heydricha (prezydował w Wannsee).

W Izraelu „Banalność zła” wyszła dopiero w latach 2.0 w tłumaczeniu jakiejś porąbanej lewaczki. W Polsce wydał ją „Znak” w 1983 roku – tłumaczył giętki redaktorek Szostkiewicz z komuszej „Polityki”. Najlepszy jednak numer polega na tym, że polskim sprawozdawcą z Procesu Eichmanna był późniejszy zaciekły moczarowiec Kazimierz Kąkol – potem w marcu-68 (radosna 50 roczniczka za chwilę) jeden z najbardziej ohydnych żydożerców medialnych. Jego „relacje” wykorzystywane były namiętnie przez propagandę komunistyczną do wściekłych ataków na świat zachodni.

© 2018 Eli Barbur. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Reklama

Reklama