TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Kwiecień 6, 2015 | 8:21

PTAK – Renata Jabłońska

Siedzę na mojej ulubionej ławce w miejskim parku. Nie pojechałam nigdzie, bo sama nigdy nie jeździłam. Zorganizowanych wycieczek nie lubię. Więc chodzę na plażę, siedzę w parku, wieczorem albo telewizja, albo kawiarnia ze znajomymi, czasem kino. Ogórkowy sezon – same chały. w teatrach też.

Unoszę głowę, gdyż słyszę wyjątkowo melodyjny śpiew ptaka. Dostrzegam go na grubej gałęzi mojej ulubionej sykomory. Ptak jest duży i bardzo kolorowy, nigdy takiego nie widziałam. „Nareszce coś wyjątkowego! Często marzę o różnych niezwykłych wydarzeniach. Oczywiście głównie o cudownych spotkaniach, zwłaszcza z tym, z którm rozstałam się dwadzieścia lat temu…

Spoglądam na ptaka, który tymczasem przestał śpiewać.

– Piękny jesteś i pięknie śpiewasz! Dlaczego przestałeś?

– Ponieważ słucham twoich myśli – odpowiada, ku memu wielkiemu zaskoczeniu.

– Kim jesteś? Umiesz mówić!

Ptak zeskakuje z gałęzi, otrząsa się i zmienia się na moich oczach w kolorowo ubranego mężczyznę.

Patrzę, nie wierząc, a on się uśmiecha. Nie jest ani młody, ani stary, przystojny, ciemnowłosy. Nosi szafirowy garnitur, kremową koszulę, krawat w kolorze czerwonego wina, a na nogach ma żółte pantofle.

– Mam dla ciebie propozycję – uśmiecha się, z lekkim odcieniem drwiny – Możesz poprosić o spełnienie trzech marzeń. Zastanów się dobrze co wybrać, bo odwołania nie będzie.

– Ale… Tak po prostu? Nie muszę za to niczego obiecać?

– Musisz. Gdy sie te marzenia spelnią, nie wolnio ci postępować jak kiedyś.

– Będę mogła zmienić to, co się stało?

– Tak, na czas ograniczony będziesz postępować inaczej, może mądrzej…

– Co to znaczy „na czas ograniczony”?

– To znaczy – i tu drugi warunek – gdy minie czas spełnienia, zapomnisz o wszystkim, nie będziesz się starała czegokolwiek zapamiętać.

Jestem zdezorientowana.

– Marzenia spełnią się na ograniczony czas?

– Tak. To będą twoje wakacje.

– A potem?

– Potem możesz sobie dalej marzyć…

– A natępnego lata będę znów cię mogła prosić o spełnienie marzeń?

– Nie. To jednorazowy prezent losu.

– Ty jesteś losem?

Wybucha śmiechem.

– Jestem kimś, o kim nie wolno ci nic wiedzieć.

Sciskam skronie, staram się skupić. Zastanawiam się, czy to nie jakaś pułapka. A może próba, tylko jaka?

– Twój czas na podjęcie decyzji skończy się za dwie minuty. Pospiesz się.

– Chcę zobaczyć tego, którego dawno temu bardzo kochałam….

– To jedno. Pospiesz się.

Trudno mi się skupić.

– Może… może mogłabym zobaczyć moich nieżyjących rodziców… Można?

– Można, bo nie zawiniłaś wobec nich.

Mam go ochotę za te słowa uścisnąć.

Uśmiecha się leciutko.

– Pospiesz się…

– Chciałam zostać architektem… Czy…Czy mogę zaprojektowć i wybudować choćby jakąś willę?

Kiwa głową. I znika.

A ja ciągle siedzę na ławce i nic się nie dzieje…

Rozczarowana, zastanawiam się co to było – kawał zrobiony mi przez… kogo?

Wstaję i idę do domu.

Ulica wygląda inaczej niż zwykle. Stare, piękne domy, kasztany… „Czy to Paryż?!” Nagle słyszę znajomy głos.

– Więc jednak przyjechałaś!

O Boże, to on… Chwyta mnie za rękę i ciągnie do kawiarnianego stolika pod kasztanem. Zanim zdążę usiąść, obejmuje mnie i całuje w szyję, jak kiedyś.

– Nie wierzyłem, że przyjedziesz… Czy ty mnie jednak… Czy za mną tęskniłaś?

Mój wewnętrzny pancerz ochronny roztapia się nagle.

– Tęskniłam… bardzo długo.

– Zostaniesz ze mną?

– Zostanę – dziwię się, że to powiedziałam.

Patrzy na mnie z tak radosnym uśmiechem, że zupełnie mnie przestaje obchodzić to wszystko, co mnie dotychczas dręczyło… Ze jest o dwa lata młodszy ode mnie, że będę się musiała uczyć języka, który znam bardzo słabo…

Idziemy do niego. Mieszka w dzielnicy Madeleine. Wchodzimy na drugie piętro. Dwa duże i jeden mały pokój. Z okien widać aleję.

Budzi mnie zapach kawy. Otwieram oczy i widzę jego uśmiechniętą twarz.

– Spałaś tak mocno… Przyniosłem bagietki.

Siadam na łóżku. Pjemy kawę, jemy bagietkę z dżemem.

– Taki jestem szczęśliwy!

– Ja też..- – więc to jednak powiedziałam. Ja, taka trzeźwa asekurantka, która nie podejmuje ryzyka, a potem żałuje…

On odstawia tacę na stolik i obejmuje mnie. Czułość wzbiera we mnie jak nigdy dotąd.

Zapadam się w miękką czeluść.

Budzę się na moim łóżku w domu. Nie wiem czy to świt za oknem czy też zapada wieczór. Nie chce mi się wstać. Przewracam się na drugi bok.

Jest słoneczny poranek. Stoję na placu budowy. Już widać szkielet domu. Podchodzi do mnie inżynier, w chełmie ochronnym na głowie.

– Czy nie trzeba by dodać jeszcze jednego filaru pod ganek? Te cztery wystarczą?

– Tak, jeśli je ustawicie, jak trzeba.

Odchodzi.

Patrzę na szkic, który cały czas trzymam w ręku.

Idę do pobliskiej kawiarni. Jetem bardzo spragniona. Piję butelkę wody mineralnej. Potem kawę. Kręci mi się w głowie i chyba drzemię.

Budzę się. Swieci słońce. Jest bardzo jasne, prawie białe światło. Przede mną na stoliku pusta filiżanka po kawie. Kładę pieniądze i wychodzę.

Gdy zbliżam się do budowy, staję w miejscu i podziwiam… Moja willa, piękna, lekka, jasna, jest już skończona, Droga wysypana białym żwirem. Właśnie sadzą wokoło drzewa. Klomb bratków przed wejściem już zasadzony.

„Jeszcze tylko ogrodzenie i wszystko będzie skończone…” – cieszę się i mam ochotę krzyczeć z radości. Nagle sobie przypominam – „A basen z tyłu? Czy już jest gotowy?” Okrążam dom. I zaraz płynę sobie w czystej, przezroczystej wodzie.

Gdy wychodzę na brzeg, widzę szklaną kopułę podmiejskiego basenu i pełno ludzi w kostiumach kąpielowych, na ławkach i leżakach,

Też siadam na ławce. Mały chłopiec biegnie, ciągnąc za sobą dużą plastikową lokomotywę.

Lokomotywa zieje gorącem, a my – mama, tata i ja, mijamy ją i wdrapujemy się do towarowego wagonu. Pociąg rusza. Siedzimy na słomie, a obok nas stoi parę krów.

Mama obejmuje mnie. „spij”, mówi, „to długa droga, aż dojedziemy do naszego miasta”.

Budzę się w małym pokoju. Łóżko, stolik i jasna szafa. Wstaję. Przezroczysta firanka na oknie. Otwieram je, Widzę zwykłe podwórze – pojemnik na śmieci, w kącie miotła i wiadro. Jest zimno.

– Zamknij okno, bo się przeziębisz… Tata zdobył bilety na „Jezioro Łabędzie”! Wyprasuję twoją białą sukienkę. Ale teraz chodź na śniadanie.

Wchodzę z mamą do drugiego pokoju. Jest niewielki i widzę, że to właściwie kuchnia. Stół nakryty jasnym obrusem w kwiatki, Koszyczek z chlebem, masło, jajka na twardo, wędlina…

– Może wolisz jajecznicę? – tata nalewa do szklanek pachnącą herbatę.

Jest tak dobrze, spokojnie, pewnie…

Siedzę przy stole w mojej kuchni. Jem kolację. Nie chce mi się iść do znajomych, którzy zaprosili mnie do ich ogródka na pieczone mięso. Nie przepadam za mięsem. I nie mam ochoty na gadanie.

Coś, jakaś piękna melodia, ciągnie mnie do łóżka i kołysze do snu.

INNA-ZAPROSZENIE.jpg



Reklama

Reklama