TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Marzec 20, 2015 | 5:41

ROBERT CAPA – ZNOWU W TLV.

TELAWIW OnLine: W Muzeum Miejskim TLV czynna jest od dziś wystawa zdjęć słynnego fotografa wojennego – Roberta Capy. Wyguglujcie sobie historię tego faceta – węgierskiego Żyda – bo jest naprawdę niezwykle ciekawa. Udokumentował 5 wojen, powojenne demoludy, w tym PRL, i powstawanie Państwa Żydowskiego.

Współpracował m.in. z Hemingwayem i Steinbeckiem – miał paroletni związek z Ingrid Bergman. Jego pierwszym opublikowanym zdjęciem był „Trocki przemawiający w Kopenhadze” w 1932, a najsłynniejszym „Padający żołnierz” z wojny domowej w Hiszpanii (uchwycony moment trafienia kulą – do dziś wielu uważa, że fota była zaaranżowana)…

Wg brata Roberta Capy, Cornella – w hiszpańskiej wojnie domowej obie strony przestrzegały ściśle popołudniowej sjesty…, przerywajac wówczas wzajemny ostrzał. Robert w czasie jednej z tych przerw w okopach prosił żołnierzy, żeby nad nim przeskakiwali, bo zamierzał strzelić taką fotę. Traf chciał, że akurat skończyła się sjesta i jeden z nich zarobił kulę…

Cornell Capa przekazał spuściznę brata…Muzeum Miejskiemu TLV – jest to już druga wystawa słynnego fotoreportera. Po obejrzeniu pierwszej opisałem to wyrywkowo w opowiadaniu „Śniadanie kontynentalne” w 1991.

Gruzin w maciejówce, z wielkim drewnianym liczydłem, pobierał za wstęp na podziemnym parkingu pod Muzeum Tel Awiwu i kilku innych w paltach z postawionymi kołnierzami grało w pokera na starej kanapie pod betonową ścianą z automatem telefonicznym podświetlonym sinymi neonówami.

Wozy parkowały między białymi filarami i żółtymi barierkami – wyszliśmy na plac przed muzeum, gdzie sterczał powiększony w rdzawym żelazie koźli łeb z obrazów Chagalla i potem w środku facet ze zwojem kabla odliczał wstecz jakby odpalał rakietę na kosmodromie – baby w gniadych futrach biegały pod ścianami, ustawiając świeże oleandry w kryształach i operator wideo jeździł wózkiem ogrodniczym, który zwijał się i skręcał, jakby objeżdżając z osobna każdy krzaczek – na drugim wózku jechał za nim spocony oświetlacz.

Zobaczyłem zdjęcia Roberta Capy: Lew Trocki na mównicy w Kopenhadze; traktory na Ukrainie i pobrużdżone twarze ochotników po klęsce w Hiszpanii – 1 maja w Paryżu, knajpowe życie w międzywojniu; masówki w Dolnej Bawarii; cekaemista w kałuży krwi pod politurowaną szafą w jasnym pokoju z balkonem w Normandii – ogolone na łyso francuskie kochanki esesmanów po wyzwoleniu Chartres; ocaleńcy z Holokaustu w skudlonych łachach – fontanna z białymi żabami na gruzach getta Warszawy; Picasso z wielkim parasolem nad roześmianą dziewczyną i szyld ”Grand Hotel” odbity w kałuży w Afuli.

Na wielu z tych fotogramów widziałem te same skupione spojrzenia przez druciane okularki, które po wielu latach nazwano lenonkami – w niektórych okrągłych szkiełkach zastygło odbite światło mieszające się teraz jakby z odblaskiem szklanych tafli, bo oświetlacz z operatorem wideo jeździli bezszmerowo na tych swoich akumulatorowych wózkach. Wychodząc na plac przed muzeum zobaczyłem sprzedawcę obwarzanków (bejgele) w czapce budionnówce; przysypiał na rowerowej rikszy z nowymi błotnikami, odcinając się ciemno od wieży z antenami w sztabie generalnym Kiria po drugiej stronie”



Reklama

Reklama

Treści chronione