TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Czerwiec 9, 2015 | 9:39

ŚLADY – Renata Jabłońska

Mój wuj Adam jest kapitanem na wojennym okręcie. Zawsze go wypytuję, jak tam jest, czy marynarze mają swoje kajuty, czy jest jadalnia… Wuj się śmieje, mówi, że wszystko jest jak trzeba.

Kończę jutro 16 lat. Wieczorem przychodzą do nas na kolację ciotki, wujowie, kuzyni. Dostaję dużo prezentów. Wuj Adam uśmiecha się do mnie, ale prezentu mi nie daje. Gdy wszyscy się żegnają, wuj bierze mnie za rękę i prowadzi do mojego pokoju.

– Chcę zobaczyć czy masz ciepły swetr i wiatrówkę – mówi poważnie.

Gapię się na niego, nie rozumiem dlaczego o to pyta.  Wyjmuję jednak te rzeczy z szafy. Ogląda je.

– Dobrze. Jutro o 6-tej rano po ciebie przyjadę. Naszykuj jakąś torbę z twoimi najpotrzebniejszymi rzeczani i z tym swetrem i wiatrówką.

Wujaszku! Zabierzesz mnie na okręt? – podskakuję z radści i całuję go w oba policzki.

Kładę wszystkie prezenty na stole w moim pokoju, ale ich nawet nie oglądam. Jestem podniecona . Wiem, że muszę się położyć spać, żeby wstać wcześnie rano. Mama obiecuje, że mnie obudzi.

Wuj przyjeżdża ponktualnie o 6-tej. Stoję gotowa w przedpokoju i gdy słyszę zajeżdżający samochód, natychniast wychodzę. Mama macha wujowi ręką, a mnie całuje i przytula.

Jedziemy w stronę portu. Dziwnie krótka ta jazda, i już stoimy u podnóża olbrzymiego okrętu. Po chwili wchodzimy po trapie na pokład.

Wuj prowadzi mniew do dość wąskiego pomieszczenia, gdzie widzę dwa długie stoły, a na nich talerze z grubego tworzywa i metalowe miski. Wchodzą dwaj oficerowie i salutują. Wuj coś do nich mówi. Wychodzą. A my schodzimy po kręconych żelazmych schodch do pomieszczenia, gdzie świeci kilka ekranów komputerów. Są na nich wykresy i znaki, których nie znam. Rozlega się syrena. Wuj znika. Stoję i nie wiem co robić. Podchodzę do mniejszego od innych ekranu i widzę napis: Idź na mały pokład. Kręconymi schodami wchodzę na górę i widzę pokład, którego dach stanowi górny, większy pokład.  Zbliżam się do bariery. Płyniemy! Już prawie nie widać miasta.

Kołysze, mam lekkie mdłości. Czuję dotyk czyjejś ręki na plecach. Odwracam się. Przede mną stoi bardzo ładna kobieta w spodniach i szarym swetrze.

– Gdzie twoja torba? Zaraz zrobi się zimno, musisz ubrać coś ciepłego.

– Nie wiem…

Patrzy na mnie poważnie, bierze mnie za rękę i prowadzi wąskim, słabo oświetlonym korytarzem. Otwiera drzwi. Wchodzimy do małej kabiny z piętrową pryczą.

– Twoja będzie ta górna. O, stoi na niej twoja torba. – Uśmiecha się i wychodzi.

Zdejmuję torbę i wyciągam wiatrówkę. W kabinie jest ciepło, więc trzymam ją w ręku.  Wychodzę na korytarz. Nie wiem w którą iść stronę. Kieruję się w prawo. Idę dść długo. Wreszcie widzę jakieś dobrze oświetlone pomieszczenie. Przy trzech stołach, podobnychj do kreślarskich, stoją oficerowie. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Wychodzę otwrtymi drzwiami z przeciwnej strony. Znów jakieś kręcone schody w dół. Schodzę. Mijam bardzo duże puste pomieszczenia. Ogarnia mnie strach. W jednej ogromnnej sali stoją  jakieś wielkie maszyny, przy których coś robi paru marynarzy. Schody mnie niosą, nie muszę wcale ruszać nogami. Spadamy dalej. Zastanawiam się ile pięter ma ten okręt. Schody zrzucjaką mni. Nie padam i po chwili czuję wokół siebie wodę.

Stoję na piaszczystym dnie. Nade mną  zwały wody, przez które nie przenika światło. Lecz nie jest zupełnie ciemno – granatowo z jaśniejszymi smugami. Oddycham normalnie. Woda bawi się moimi długimi włosami. Nie widzę żadnych ryb czy innych morskich stworzeń. Zaczynam brnąć w piasku, co idzie mi nadspodziewanie   łatwo. „Piasek na dnie morza?” dziwię się.

Idę i idę i nagle widzę przed sobą wielki wir. Zatrzymuję się, boję się i nie wiem czy go zdołam ominąć. Dostrzegam, że nie przekracza granicy wirującej  wody, że o kilka metrów obok niego jest spokojnie. Idę więc ostrożnie naprzód, mając go ciągle z lewej strony. Zaczynam odczuwać zmęczenie. Nogi mi grzęzną w mokrym piasku. „Dlaczego wuj Adam tak mnie potraktował? Jeśli mama się  tym dowie, będzie na niego bardzo zła. Ale jak się dowie? Czy ja się stąd wydostanę? „

Już się zastanawiam czy nie usiąść na piasku żeby trochę odpocząć, gdy słyszę głos taty: „Nie siadaj, kochanie!” Ale go nie widzę. Przecież zginął w wypadku przed trzema laty. „Podnieś ręce do góry, woda Cię uniesie” – głos taty jest wyraźny.  Robię tak. Czuję, że się wznoszę. Potem moje nogi trafiają na coś twardego i widzę, że to schody, które mnie wcześniej zrzuciły! Unoszą mnie w górę i zatrzymują się przy wejściu na korytarz. Znajduję pokój kobiety, która mnie tam zaprowadziła. Drzwi otwierają się bez trudu.  Bardzo mi się kręci w głowie, padam na podłogę.

Stoi nade mną ta ładna kobieta.

– Śpisz na podłodze? Dlaczego?

Nie wiem co jej powiedzieć, może lepiej nie skarżyć na te schody… A ona unosi rękę – coś mnie winduje i kładzie na górnej pryczy.

 Pośpij jeszcze. Potem cię zaprowadzę na obiad.

Po jakimś czasie budzi mnie i  prowadzi do jadalni.

Wuj siedzi naprzeciw drzwi. Daje mi znak ręką. Pokazuje krzesło obok i podsuwa mi talerz. Paru oficerów nakłada sobie potrawy z metalowych misek. Wuj bierze mój talerz i coś nakłada.

– Jedz, pewnie zgłodniałaś po tak długiej wędrówce. A gdzie oficer Guri, twój przewodnik?

Mam widocznie bardzo zdziwioną minę.

– Nie zgłosił się?!

– On siedzi przy komputerach, kapitanie – mówi nieśmiało młody oficer.

Boję się powiedzieć wujowi, że nie miałam żadnego przewodnika, tylko tę ładną panią. Nie widzę jej przy stole. Dlaczego?

– No, moja siostrzenico, opowiesz koleżankom i kolegom, że byłaś na wojennym okręcie. Będą ci zazdrościć. Ale już czas wracać do domu. Chciałabyś lecieć helikopterem?

– Tak…

– To idź do kajuty, weź swoją torbę. I ubierz wiatrówę. Potem zaczekaj na górnym pokładzie, helikopter  nadleci niedługo. Nie mogę z tobą czekać, bo mam ważne zajęcia.

Wuj mnie całuje i ściska. I wychodzi.

Idę w kierunku korytarza, nie jestem pewna czy wybieram właściwą drogę. Lecz widzę tę ładną kobietę, która na mnie czeka. Prowadzi mnie do kajuty. Moja torba stoi naszykowana na dolnej pryczy, obok leży wiatrówka. Kobieta uśmiecha się do mnie.

– Kim pani jest? – odważam się zapytać.

– Jestem z tego wypadku, w którym zginął twój tata, i ja ja też. To on mnie poprosił o zaopiekowanie się tobą.

– Czego się obawiał? Chyba nie wuja Adama…

– Twój wuj wszystko wtedy widział…

A ja myślę o tym, że nie wiemy nic o obecności wuja Adama przy wypadku… A może mama wie?

– A mnie nikt poza tobą nie widzi. – Kobieta się uśmiecha.

Patrzę na nią i chcę spytać o tatę, dlaczego go nie widzę, przecież mówił do mnie!

– Jestem lżejsza, latwiej mi się pojawiać i znikać – odpowiada na moje myśli. – A teraz chodź na pokład.

Podprowadza mnie do barierki. Czuję na policzku lekki dotyk jej ręki, słyszę „Bądź zdrowa” i kobieta znika.

Warkot helikoptera.  Jest już nad pokładem. Spuszczają coś na kształt otwartej klatki. Wchodzę, trzymam się łańcucha i płynę do góry. Nikt mnie nie wciąga do środka. Opuszczają klatkę na pustej plaży. Wychodzę. Zapada zmierzch. W nieco oddalonych domach zapalają się światła. Idę w ich kierunku.                      

Slady stóp na mokrym piasku zlizują języki fal.



Reklama

Reklama

Treści chronione