TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Lipiec 21, 2015 | 3:40

WEJŚCIE, WYJŚCIE – Renata Jabłońska

Znajduję się w nieznanej mi wielkiej sali. Marmurowe ściany, w trzech odcieniach beżu, podłoga lśni jak lustro. Jest pusto, nie ma nikogo.

Rozglądam się czy nie zobaczę jakiejś tablicy informacyjnej. Obchodzę salę pod ścianami i dopiero gdzieś w środku widzę napisy „Wejście” i „Wyjście” nad beżowymi rzeźbionymi drzwiami.  Bez namysłu popycham „Wyjście”. Z trudem się otwierają, są ciężkie. Chcę się stąd wydostać, wyjść na ulicę.

Lecz wychodzę na szeroki, dobrze oświetlony korytarz. Nie widzę żadnych okien ani drzwi.Te, którymi weszłam, znikają. Nie jest duszno, widocznie działa klimatyzacja. Idę i idę, aż wreszcie widzę drzwi, takie jak na sali, z napisami „Wejście” i „Wyjście”. Popycham oczywiście „Wyjście”.

I wchodzę do lśniącej, bladoróżowej sali. Znów nie ma okien. Swiatło sączy się ze szczeliny, dość szerokiej, między sufitem a ścianami.

Co to może byńć? Nie ma żadnych eksponatów, więc to nie muzeum…”

I tym razem znajduję drzwi z z napisami „Wejście”, „Wyjście”. Klamek nie ma,  pcham z całych sił „Wyjście”. Drzwi się otwierają z lekkim zgrzytem i to mnie dziwnie podnosi na duchu. Przede mną duże, półokrągłe lobby. Pod ścianą coś podobnego do stanowiska receocjonisty hotelowego, lecz nikogo tam nie ma.

Znów rozglądam się za drzwiami, bo te, którymi weszłam znikają, jak poprzednie.

Znajduję je i znów otwieram „Wyjście”,  w nadziei, że tym razem wyjdę na ulicę.

Lecz przede mną połyskują czarne  granitowe ściany! Nie jest zupełnie ciemno, światło sączy się z sufitu. Ale mam uczucie jakbym weszła do grobowca. Zaczynam szukać drzwu. Nie znajduję. Ogarnia mnie strach. „Czy umrę tutaj?”

Jestem bardzo zmęczona, i choć się boję, jednak siadam na lśniącej czarnej podłodze. Opieram się o ścianę. Robi mi się zimno. Oczy zaczynają mi się kleić.

Coś błyszczy tuż przede mną. Na siłę otwieam szerzej oczy i widzę duże lustro. Skąd się wzięło, przecież go nie było, gdy siadałam? Patrzę na nie i nagle widzę siebie w mojej pracowni. Noszę mój roboczy szaro-błękitny kombinezon, włosy mam związane tasiemką. „Ale przecież jestem tutaj, siedzę na granitowej podłodze…”

Ja z lustra patrzy na mnie i uśmiecha się tajemniczo.

– Czy ty wiesz gdzie jestem? A ty jesteś moim odbiciem? Co robisz w pracowni? Odpowiedz mi!

A ona cofa się o krok do tyłu i znika razem z lustrem.

Czas mija, już się nawet nie boję, jestem zrezygnowana.

Nagle myślę: „Może powinnam otworzyć „Wejście”, nie „Wyjście”? Ale tu nie ma drzwi…

– Są! – spokojny męski głos. Nie wiem skąd dochodzi, nikogo nie widzę.

– Cieszę się, że zrozumiałaś.

Nie bardzo wiem o czym mówi, ale boję się spytać.

– Zrozumiałaś, że wyjście nie zawsze prowadzi do wyjścia i chcesz teraz otworzyć drzwi do wejścia. To bardzo mądrze. Bo dlaczego mamy wychodzić na ulicę czy na pole? Dlaczego nie rozumiemy tego, że wchodzimy na ulice?

– A do domu? – odważam się spytać.

– Wchodzimy do domu, a z domu wchodzimy na ulicę.

– To kiedy wychodzimy?

Słyszę śmiech.

– Wychodzimy z  życia. Nie wchodzimy na cmentarz, inni nas tam wiozą.

– A na przykład z dworca też nie wychodzimy?

– Wchodzimy na plac przed dworcem, na ulicę.

Kręci mi się w głowie, sama już nie wiem czy chcę wyjść czy wejść…

– Kim pan jest?

– Nauczycielem. Jesteś łatwowierna i możesz za to drogo zapłacić. Prawie wyszłaś za mąż za egoistę i oszukańca. Nie umiesz docenić zalet tego kolegi ze studiów, który patrzy na ciebie jak na bóstwo. Jest inżynierem , razem kończyliście studia. Ale ty wolisz być rzeźbiarką. Czy to rozsądne?

– Nie wiem, ale tego chcę.

– No, przynajmniej jesteś konsekwentna, to dobrze.

– Proszę pana, dlaczego pokazał mi pan mnie w pracowni?

 Głośny śmiech.

– Bo lubię figle.

– To z tymi drzwiami to też pana figle?

– To znacznie poważniejsze. Ale powiedzmy, że się tym też trochę bawiłem.

– To dość okrutna zabawa…

– No, no, nie boisz się wyrażać swego zdania, brawo!

Chcę go poprosić żeby mi juś pozwolił iść do domu. Jestem spragniona i głodna.

– Te ściany są czarne, prawda? – pyta poważny tonem.

– Tak…

Ale nagle ściany zabarwiają się czerwonym blaskiem.

– A teraz?

Zanim zdążę odpowiedzieć czerwień znika. Nie wiem co powiedzieć.

– Widzisz, nic nie jest pewne ani jednoznaczne. Zawsze trzeba się dobrze zastanowić zanim się odpowiada, a zwłaszcza zanim się podejmuje decyzje. Pamiętaj o tym.

– Dobrze, dziękuję.

Już bym tak bardzo chciała, żeby to się skończyło, żebym mogła wyjść, czy wejść na ulicę…

 – Wstań. Wejdź na schody, zaraz zobaczysz ulicę.

– I wejdę na nią…

– Brawo, pojętna jesteś. Do widzenia.

Przede mną drzwi i napisy „Wejście” i „Wyjście”. Są nawet klamki. Naciskam na „Wejście” i boję się spojrzeć gdzie jestem. Gdy otwieram oczy widzę szerokie schody. Staję na pierwszym stopniu i zastanawiam się czy może trzeba pomyśleć, że wchodzę, a nie schodzę… „Zwariować można! Kto to był? Jakiś strasznie bogaty świr?”  Schodzę z ostatniego stopnia i odwracam się. Nie ma schodów ani żadnego gmachu! Jest tylko niewielki garaż i kiosk. A po drugiej stronie ulicy park. I wiem gdzie jestem. Oddycham z ulgą.

Jestem zmęczona. Przechodzę przez jezdnię i wchodzę do parku. Siadam na ławce.

Co to było? Sniło mi się czy co?” Nagle coś spada koło mnie na ławkę. To moja płócienna torba! Znajduję w niej portmonetkę, klucze. Rozglądam się. W tej alejce akurat nikogo nie widzę. Dalej, przy klombie, bawią się dzieci. „Kto mi tę torbę rzucił?!” 



Reklama

Reklama

Treści chronione