TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Maj 21, 2015 | 8:36

WIERSZE – Renata Jabłońska

starzenie

 

jeszcze się nie nauczyłam starości

jeszcze idę ulicami lekkim krokiem

 

i dopiero wzgórze w parku czy kamienne

schody gonitwą serca kłującym oddechem

ostrym bólem kolan uświadamiają

że początek starości jest faktem dokonanym

 

jeszcze się bronię nie chcę dopuścić

do zmian – w wyrazie oczu w układzie warg

 

i wiem jak trudno będzie walczyć

z podstępnie skradającym się wrogiem –

ze zgorzknieniem

 

strzęp

 

smużka dymu za oknem

skąd się snuje?

pieców już nie ma

ani kominów na dachach

 

to chyba długi strzęp chmury

suchej bezpłodnej

oderwanej od zwiewnej matki

 

znieczulenie

 

gdzie ta wieloręka Kali

która mogłaby jednocześnie

zatkać uszy

zakryć oczy

uciskiem długich palców

stłamsić trzepot serca

silną dłoń położyć na ustach

i zdławić mój krzyk

 

jest przecież boginią

tylko nie wiem czy litościwą

proszę ją jednak o znieczulenie

o przytępienie zmysłów

bo to co widzę

i co słyszę

zanadto już boli

 

a może ona

ciepłem ciemnych jak ziemia

rąk stopi zniechęcenie

i nauczy serce rozumieć

 

mądrość filozofów

już nie wystarcza

 

kartofle

 

na chodniku obok supermarketu

leżą – odległe jeden od drugiego –

trzy kartofle

na chwilę zapominam gdzie jestem

pochylam się żeby je podnieść

 trzymam je i dziwię się –

przecież to nie wojna i nie Syberia

przecież nie jestem głodna

nie przyniosę ich do baraku nie zobaczę

radosnego uśmiechu mamy

jak wtedy gdy przynosiłam lebiodę

 kładę je na murku usmiecham się

lecz czuję w gardle łzy

 

fotografia

 

patrzę na na swoje

powiększone zdjęcie

zaledwie sprzed tygodnia

i trudno mi uwierzyć

że to ja

 

wyglądam o kilka lat młodziej

mam gładką twarz i oczy duże jak dawniej

 

może to fotografia wirtualna

nie dotycząca mojej obecnej twarzy –

może to fgotografia mojej duszy?

ładnej duszy – jaka pociecha!

 

rdza

 

znów jestem tu gdzie byłam

bardzo dawno temu

napływają wspomnienia

to bolesne też choć go nie chcę

 

staram się przywoływać te miłe

dobre a to i jeszcze parę złych

próbuję odstawić na bocznicę

gdzie drzemią stare rdzewiejące

wagony które też są wspomnieniem

 

dzieciństwo

 

już nie ma nikogo

kto by mi mógł powiedzieć

jakim dzieckiem byłam –

wesołym mądry upartym

kapryśnym odważnym

wrażliwym –

w tym innym życiu

przed tamtą wojną

 

już nie ma nikogo

 

burza  2

 

ciężkie bure chmury

suną znad morza  już

wiszą nad miastem

grubą poziomą kurtyną

zasłaniają niebo

 

wicher szaleje – bije

w okiennice gna

po jezdni ciężkie

pojemniki  na śmieci

próbuje obalać drzewa

miasto drętwieje 

 

ulewny deszcz rozmywa

zarysy gmachów kolorowe

światła szyldów i reklam

jak w psychodelicznym śnie

 

rano zapada niepokojąca

cisza kolejny orszak chmur

znów wisi nad rozeźlonym

morzem

@

Wyrok

więc przestanę istnieć

nie będzie mnie

jakie to dziwne

 

dawniej nie myślałam o tym

że rodzimy się z podpisanym

z góry wyrokiem

 

gdy się starzejemy czekamy

jak skazańcy w amerykańskich

więzieniach którzy odwołują się

do najwyższych instancji

 

naszych próśb o odroczenie

nie rozpatrzy żadna

instancja



Reklama

Reklama

Treści chronione