TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Styczeń 7, 2015 | 3:42

ZNIKAJĄCE FOTELE – Renata Jabłońska

Nie ma żadnej kłótni. Ja gadam, on milczy. W pewnym momecie czuję, że moje pretensje nie są naprawdę poważne. Ale już nie mam odwrotu. Nie potrafię się zdobyć na przyznanie do własnej głupoty… Więc zaczynam działać.

Nie odnawiam umowy na kolejny rok z młodą parą wynajmującą moje stare mieszkanie.

Dzięki odszkodowaniu za samochód rozwalony na parkingu przez pijanego szofera, mogę je odświeżyć i umeblować.

Pierwszego lipca wprowadzam się do dawnego mieszkania, które pamięta czasy Andrzeja.

Rozglądam się się po dużym pokoju, ciesząc się, że go ładnie urządziłam. „Jest jasny, rośliny będą miały dużo światła”, myślę i słyszę dzwonek do drzwi. To właściciel kwiaciarni, który przywiózł wybrane przeze mnie donice. Pomaga mi je ustawić. Wyglądają pięknie.

Zeby nimi nacieszyć wzrok, chcę usiąść w dużym, wygodny fotelu, który ustawiłam przed szerokim oknem. I dzieje się coś dziwnego – fotel po prostu znika!

Stoję jak skamieniała, nie mogę się poruszyć. Zamykam oczy – „Jak uniosę powieki zobaczę go na swoim miejscu”… I rzeczywiście fotel się zmaterializował jakby nigdy nic. Nie dotykam go. Stoję i patrzę na moje donice, ale myśli tłuką się, szukając wytłumaczenia tego zniknięcia. „Czy mam halucynacje, czy co?”

Idę w głąb pokoju. Tu, przy niewysokim kwadratowym stole stoją cztery mniejsze fotele, obite rypsem w odcieniach od kremowego po brązowy. Ten większy, znikający, z obiciem w kolorze jesiennych liści, ma mi służyć także przy oglądaniu telewizji, bo można na jego wysokim oparciu ułożyć głowę.

 

Ostrożnie, z obawą dotykam najjaśnieszego fotala. W pierwszej chwili nic. Nie zdążyłam się ucieszyć, gdy obraca się wokół własnej osi. I widzę na nim siedzącego ze skrzypcami w ręku Jurka!

– Tak, to ja. Cieszę się, że masz takie ładne mieszkanie. Zawsze ci dobrze życzyłem, a ty…

Boję się poruszyć, odpowiedzieć.

– Traktowałaś mnie po przyjacielsku, chociaż dobrze wiedziałaś, co czuję. A ja to tak długo znosiłem… Gdybym nie wyjechał, pewnie znosiłbym to nadal.

– I żyłbyś! – nie wytrzymuję – Brak mi ciebie….

– Jako dobrego przyjaciela czy jako wiernego adoratora? – śmieje się gorzko, przeciągą smyczkiem po strunach i znika, razem z fotelem.

Czekam, lecz fotel nie wraca na swoje miejsce. Nawet mnie to już nie dziwi. Jest mi bardzo smutno, bo kochałam Jurka jak prawdziwego brata i nie chciałam go dotknąć.

 

Odczuwam tak duże zmęczenie, że zupełnie bezwiednie opadam na fotel obok pustego miejsca po tamtym. Opieram się, wyciągam nogi. Po chwili fotel staje dęba i zrzuca mnie na dywan. Słyszę śmiech.

– No, miękko wylądowałaś. Tak jak zwykle. Zawsze ci się udawało. Nawet matematykę na maturze zdałaś nieźle, chociaż ciągle ci musiałam pomagać przy odrabianiu lekcji. – Baśka uderza dłonią o poręcz beżowgo fotela. – Szczęściara z ciebie! Z Andrzejem też ci się upiekło…

– Tak. miałam szczęście… Byliśmy dobrym małżeństwem.

– To dlaczego się rozwiedliście, co? – mówi napastliwym tonem.

– Z powodu dzieci… On nie chciał dzieci… – dławiło mnie w gardle.

– Ja bym się zadowoliła tylko nim, gdyby mnie chciał…

– To ty się w nim kochałaś?!

– Moja droga przyjaciółko, nawet tego nie zauważyłaś, egoistko!- I znika razem z fotelem.

Nazwała mnie egoistką… Nie chciałabym być samolubna, nie sądzę, że taka jestem. A ona taka skryta, jak mogłam myśleć, że się kocha w Andrzeju… Może za mało uwagi na nią zwracałam. Była ładna, zawsze ktoś się koło niej pętał. I wyszła za mąż za przystojnego Adasia, w którym podkochiwały się inne dziewczyny.

Wstaję z dywanu.

 

Z premedytacją dotykam kolejnego fotela, chcę z tym skończyć, nawet jeśli one nie wrócą na miejsce,

Podskakuje, odwraca się i drży, aż mi się robi pomarańczowo przed oczami. I widzę Jolę. Jej twarz jest bardzo blada, jak wtedy w szpitalu.

– Jolka, jak dobrze, że jesteś! Tęsknię za tobą. Nie mogę sobie wybaczyć, że nie zdążyłam się z tobą pożegnać…

– Ja ci wybaczyłam. Wiem, że musiałaś się z Andrzejem rozmówić, że dłużej nie mogłaś czekać. Tak bardzo go kochałaś, że byłaś gotowa to zrobić… A tak chciałaś tego dziecka. Opowiedz co było dalej, dobrze?

– W drodze na spotkanie z nim miałam wypadek, potrącił mnie motocyklista. Miałam poranioną głowę i on wezwał pogotowie. A w szpitalu okazało się, że był naruszony kręgosłup. W trakcie operacji poroniłam.

– Zawiadomiłaś go?

– Tak, tuż po wypadku. Natychciast przyszedł, rozmawiał z lekarzami. – Wzdycham ciężko. – Gdy poroniłam, powiedział, że los zadecydował i możemy znów być razem. Ale ja już nie chciałam być z nim razem, był we mnie żal i bunt.

– Tyle przecierpiałaś i jeszcze się usprawiedliwiasz, że nie pożegnałaś się ze mną!

Widzę, że ma łzy w oczach, chcę ją przytulić, ale znika razem z fotelem.

Tak młodo umarła i tak mi jej brak.”

 

Przy stole został już tylko brązowy fotel.

Zastanawiam się co zrobić – omijać go i niech stoi czy dotknąć – i niech się stanie, co się ma stać?

Ostrożnie kładę dłoń na wezgłowiu. Fotel kołysze się łagodnie i odwraca się jak tamten.

Widzę twarz siwobrodego, jeszcze nie starego mężczyzny.

– Dziadku, to ty?!

– Tak, kochanie. Nie zbliżaj się i nie płacz, daj mi spokojnie powiedzieć, co mam na myśli.

Powstrzymuję płacz, choć mnie dławi w gardle.

– Bardzo cię kochaliśmy, wiesz o tym. Co to była za radość, jak się urodziłaś! Rozpieszczaliśmy cię niemożliwie. Twój tata też. Tylko twoja mama miała trochę oleju w głowie i starała się nas okiełznać.

Chcę coś ważnego powiedzieć… Ale nie daje mi.

– Nic nie mów, słuchaj! Ona cię kochała najmocniej i dlatego nie chciała, żebyś wyrosła na rozpieszczoną pannicę. A my byliśmy rozanielonymi głupcami. Pierwsza wnuczka i jaka udana, jak ładna… – uśmiecha się – No, teraz też jesteż ładną kobietą. Ale nie postępujesz zbyt mądrze. I to nasza wina. Bo masz ciągle niedosyt wyrazów uczucia, podziwu – Tak, tak, nie wymachuj ręką, taka jesteś, niezupełnie świadomie chyba. Więc proszę cię, wnuczko moja, zrób sobie pranie mózgu, zastanów się dlaczego oddalasz się od twojego drugiego męża, odchodzisz do swojego dawnego mieszkania, bo myślisz, że nie okazuje ci dość uczucia. To jest poważny, mądry człowiek, ale nie umie być wylewny. A tobie nie wystarcza, że jest zawsze słowny, że bardzo się o ciebie troszczy. Więc wymyślasz separację i czekasz nie wiadomo na co! Chcesz żeby na klęczkach wyznawał ci swoje uczucia? Jesteś zadufana, i to też nasza wina. Teraz, w nowym mieszkaniu, myślisz, że ci będzie wspaniale. Ale przyznaj się przed sobą jak często tęskniłaś za nim, jak ci go brak. Więc zdobądź się na odwagą, przyznaj, że chcesz z nim być! Już muszę iść…

Dziadek znika razem z fotelem, a ja ryczę – tak dziadka kochałam… Siadam na krześle przy stole jadalnym, opieram na nim głowę i szlocham zawzięcie. W końcu uspokajam się. „Krzesła nie znikają, na szczęście” myślę i głaszczę stojące obok.

 

Dziadkowie, babki, ciotki, tata – wszyscy mie kochali. A mama mnie musztrowała i myślałam, że mnie nie kocha. Gdy wydoroślałam, przedwcześnie zresztą, bo poniewierka i głód temu sprzyjają, zrozumiałam, że mnie bardzo kocha. Gdyby nie jej poświęcenie i walka o byt, zwłaszcza gdy taty już nie było, pewnie bym nie przeżyła. Czy dziadek wie jak bardzo ją kochałam i jakim nieszczęściem była dla mnie jej przedwczesna śmierć? Czy rzeczywiście jestem obciążona niedosytem tych uczuć, którymi mnie otulano w dzieciństwie? Nie pozbyłam się tego, mimo że miałam wcale niełatwe życie? Zdobycie zawodu, ciężka praca, Andrzej… Czy może jestem infantylna?” Wstaję, idę do kuchni i piję wodę. Kuchenne krzesła stoją grzecznie.

Wracam do dużego pokoju. Foteli nie ma. Ale jest tak jasno, słonecznie.

Wzdycham – „W tym mieszkaniu moglibyśmy mieszkać razem…”

Nagle widzę, że duży fotel sunie spod okna w stronę stołu. Przystaje. Potem podskakuje cztery razy. I staje zwrócony przodem do telewizora!

Po chwili wokół kwadratowgo stołu ustawiają się cztery fotele, tak jak stały przedtem.



Reklama

Reklama