TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Kwiecień 2, 2017 | 2:05

ROZMOWA Z TEDDY KOLLEKIEM

Teddy Kollek – słynny burmistrz Jerozolimy w latach 1965-93. Po zjednoczeniu miasta w 1967 – w nowej złożonej rzeczywistości – starał się łączyć pokojowo społeczności żydowską, chrześcijańską i muzułmańską. Rozmowę z Kollekiem puściłem najpierw we „Wproście” i włączyłem potem do dziennikarskiej książki „Wzgórza krzyku” wydanej w Polsce w 1998 (fota – eb).

Czym zajął się Pan najpierw po zjednoczeniu Jerozolimy?

Najpilniejszą sprawą było zapewnienie Arabom ze wschodniej części miasta odbitej Jordańczykom najbardziej potrzebnych rzeczy. Nie było wody, mleka dla dzieci, żywności, ale przede wszystkim trzeba ich było uspokoić. Przed wojną władze jordańskie propagowały tam specjalne instrukcje na wypadek spotkań z Żydami – „mordować ilu się da”. Obawiali się, że my będziemy robić to samo, dlatego wielu z nich uciekło. W ciągu mniej więcej 2 dni, kiedy zobaczyli, że nikt nie rabuje ich domów i nie morduje, większość wróciła. Jedyne domy, które zostały nadal puste, były to konsulaty państw arabskich. W sumie było wówczas w Jerozolimie wschodniej 70 tysięcy Arabów.

Co robiliście w następnych latach, żeby zintegrować arabską ludność z resztą miasta?

Arabowie od początku gotowi byli korzystać z usług municypalnych, nie włączając się jednak w życie zjednoczonego miasta. Chcieliśmy rozwiązywać wspólnie problemy wschodniej Jerozolimy, pomimo rozbieżności politycznych, ale oni nie chcieli i tak zostało do dziś. Przyjęli jedynie przysługujące im świadczenia – opiekę zdrowotną, renty starcze, pomoc socjalną etc. Nie zmuszaliśmy ich do przyjęcia obywatelstwa izraelskiego, do którego mieli prawo, bo wschodnia Jerozolima została oficjalnie zaanektowana. Paradoksem jest, że teraz po 30 latach Arabowie stoją w kolejkach po obywatelstwo, gdyż boją się utracić świadczenia socjalne, jeśli status Jerozolimy wschodniej ulegnie zmianie.

Niech pan wymieni może z parę obiektów, które Izrael tam zbudował.

Przez wszystkie te lata dużo w Jerozolimie wschodniej budowaliśmy. Np. jest tam najlepsza w Izraelu przychodnia kasy chorych obsługująca 130.000 Arabów. Personel jest prawie wyłącznie arabski. Nawet Żydzi zaczynają stopniowo korzystać z tej kliniki. Zbudowaliśmy wielką bibliotekę, kilka szkół – nie budowaliśmy domów mieszkalnych, ale to była decyzja rządu, a nie władz miejskich. Kolejne rządy izraelskie były przekonane, że brak mieszkań spowoduje ucieczkę Arabów z miasta – myliły się. Arabowie chcą tu żyć razem ze swoimi rodzinami, jest ciasno – to nie poprawia stosunków z Żydami. Napięcie nasiliło się zwłaszcza podczas „intifady” w latach 1987-93. Przedtem Żydzi dużo częściej i bez obaw odwiedzali wschodnią Jerozolimę, a Arabowie zachodnią.

Czy utrzymywał pan kontakty z przywódcami Kościoła i fundacją Wakf pilnującą islamskich miejsc świętych?

Stworzyliśmy nawet osobny wydział we władzach miejskich zajmujący się sprawami Kościoła. Ja sam za każdym razem uczestniczyłem trzykrotnie w obchodach Bożego Narodzenia, według obrządku katolickiego, wschodniego i ormiańskiego. Miałem ścisłe kontakty z chrześcijanami, często odwiedzaliśmy się wzajemnie.

Jeśli chodzi o muzułmanów – od razu po zajęciu wschodniej Jerozolimy Izrael przyznał fundacji Wakf prawo kontroli nad Wzgórzem Świątynnym, gdzie w miejscu zburzonej przez rzymian w 70 r.n.e. Świątyni Jerozolimskiej stoją meczety Na Skale i Al-Aksa. Arabowie nigdy jednak nie dostrzegali naszych starań, choć uważam, że byliśmy całkowicie w porządku w stosunku do ich religii. Zresztą judaizm zakazuje religijnym Żydom wstępu na Wzgórze Świątynne. Od razu na początku ustawiliśmy tam tablicę informującą o tym zakazie potwierdzonym podpisami naczelnych rabinów Izraela.

W takim mieście jak Jerozolima trudno chyba trzymać się z daleka od bieżącej polityki?

Polityka sobie, a problemy municypalne sobie; to dwie odmienne dziedziny. Jako burmistrz starałem się tłumaczyć Arabom, że należę wprawdzie do izraelskiej Partii Pracy (Labour), ale miastem kieruję jako pracownik sektora publicznego. Do końca mojej ostatniej kadencji nie wiedziałem, jaka jest przynależność partyjna urzędników miejskich. Dobierałem ludzi zgodnie z ich możliwościami, a nie zapatrywaniami politycznymi.

Byłby pan w stanie określić moment i powody, dla których młodzi, niereligijni Izraelczycy zaczęli uciekać z Jerozolimy?

Myślę, że na przełomie lat 80. i 90. – głównie z powodu braku mieszkań. Na przykład moja córka przeniosła się z Jerozolimy do miejscowości odległej od miasta o 15 km. Ze względów politycznych Jerozolimę otoczono miejscowościami satelickimi, w samym mieście prawie się nie buduje. Moja córka ma antykwariat na Starym Mieście w Jerozolimie wschodniej. Ten sklep słabo prosperuje, bo w warunkach napięcia politycznego spada gwałtownie liczba turystów. Problemy te są wspólne dla wielu jerozolimian. W praktyce miasto oddawane jest w ręce ortodoksyjnych Żydów, co dodatkowo zniechęca młodych, świeckich Izraelczyków.

Czy wzrost liczby ortodoksyjnych Żydów mże stanowić przeciwwagę wobec muzułmanów i chrześcijan?

Tego nikt nie planował specjalnie, ale faktem jest, że ortodoksi stanowią już jedna trzecią mieszkańców. W ostatnich wyborach lokalnych poparli kandydaturę likudowca – Ehuda Olmerta (późniejszego premiera) – który dzięki temu został burmistrzem. Teraz dostają od niego i od rządu pieniądze na swoje jeszyboty i inne instytucje. W praktyce jest tak, że gdyby zaplanowano zmniejszenie liczby świeckich mieszkańców Jerozolimy, nie można byłoby zrobić tego lepiej, niż to się odbywa.

Z drugiej strony, może to też zaostrzyć konflikty religijne…

Jeśli chodzi o chrześcijan, to w Jerozolimie nie byliby stroną w takim konflikcie. Są zbytnią mniejszością i nie są agresywni. Inaczej wygląda to w przypadku muzułmanów – przykładem są tu wydarzenia, gdy względy religijne nałożyły się na narodowe-palestyńskie. Tymczasem ortodoksyjni Żydzi są pewni swojej rosnącej pozycji liczą na to, że w następnych wyborach ich kandydat zostanie burmistrzem.

Ortodoksi nie występują przeciw Arabom i zależy im głównie na kontrolowaniu żydowskiej części miasta, natomiast Palestyńczycy chcą podziału Jerozolimy. Możliwe, że kiedyś dojdzie do kontrowersji w sprawie podziału Starego Miasta – gdzie znajduje się Wzgórze Świątynne, żydowska Ściana Płaczu i sanktuaria chrześcijańskie – ale to sprawa odległej przyszłości. Główny problem Jerozolimy polega na tym, że odpływ świeckich, liberalnych Izraelczyków pozbawia miasto zasadniczego czynnika zdolnego do kompromisów.

Jakie są cele Fundacji Jerozolimskiej, którą Pan teraz kieruje?

Jerozolima, wbrew pozorom, jest miastem biednym; ortodoksyjni Żydzi są ubodzy, nie ma tu przemysłu ani dużych firm, brakuje miejsc zatrudnienia. Wpływy z podatków miejskich są niewielkie – ortodoksi i Arabowie migają się od opłat…Fundacja powstała faktycznie z chwilą zjednoczenia miasta, najpierw trzeba było zająć konserwacją XVI-wiecznych murów obronnych. Zbieramy pieniądze głównie w skupiskach żydowskich za granicą.

Fundacja zbudowała m.in. Muzeum Jerozolimy i Ogród Zoologiczny Zwierząt Biblijnych. Widzi się tam wiele dzieci świeckich, chasydzkich i arabskich. W ten sposób powstaje nowe społeczeństwo – ale musi minąć jeszcze wiele pokoleń. Każdy powinien to miejsce odwiedzić…, a jakie są twoje wrażenia z wizyty w biblijnym zoo?…

Prawdę mówiąc…

Nie byłes tam po prostu. Dla mnie jest to oburzające. Idź do zoo i potem wróć, żeby zdać sprawozdanie…W tej chwili Fundacja zajmuje się głównie przystosowaniem zaułków Starego Miasta do potrzeb osób niepełnosprawnych, pieniądze dostaliśmy ze źródeł chrześcijańskich w Nowym Jorku. W związku z drugim milenium przyjadą miliony pielgrzymów, wśród których będzie też zapewne wielu niepełnosprawnych. Modernizujemy teraz Via Dolorosę. W 1995 wpadłem na pomysł, żeby zamówić u słynnego polskiego kompozytora Krzysztofa Pendereckiego utwór z okazji jubileuszu trzeciego tysiąclecia Jerozolimy i 50-lecia Izraela (oratorium „Siedem bram Jerozolimy” – eb). Jeszcze dużo przedtem na początku lat 80. amerykański piosenkarz i kompozytor Don Maclean napisał specjalnie dla mnie „Jerusalem”.

Czy są już jakieś przygotowania do wizyty papieża Jana-Pawła II?

Trzeba będzie się do tego zabrać. Powiedział mi, że chce przyjechać do Izraela jeszcze przed rokiem 2000. Przedtem odwiedzi Kubę, ale zaraz potem zacznie się przygotowywać do wizyty w Jerozolimie.

Jerozolima, grudzień 1997.

© 2017 Eli Barbur. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Reklama

Reklama

Treści chronione