TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Wrzesień 18, 2017 | 3:10

SAŁATKA NELSONA.

TELAWIW OnLine: W Tel Awiwie, zanim jeszcze wyrosły wszędzie standardowe do pulpitacji śledziony galerie handlowe – najlepszym miejscem z knajpami z parasolami na chodnikach i butikami z markizami była centralna przelotowa ulica Dizengoff. Tam na wprost pasażu z Teatrem Kameralnym i śmigającymi zewsząd deskorolkarzami mieściła się jedna z moich ulubionych „met jedzeniowych”.

Był to luźny narożny barek, gdzie jadałem odziedziczoną w Izraelu po Turkach osmańskich lekko przypaloną z wierzchu szwarmę z dodatkiem sałatki pomidorowej zwanej Sałatką Nelsona. Do dziś nie mam pojęcia, skąd się ta piękna nazwa u nich wzięła – nie spotkałem się z nią nigdzie indziej, ani w Izraelu, ani w żadnej innej krainie. Możliwe, że była pomysłem miejscowego anonimowego knajpiarza.

Chodzi o to, że dosłownie nie znosiłem nigdy sałatek pomidorowo-ogórkowych, gęsto siekanych w drobne kosteczki, spotykanych w świętym kraiku na każdym żywym kroku. Izraelczycy podpatrzyli je niewątpliwie u życzliwych z natury ludów ościennych, podobnie jak puste w środku placki zwane pitami (wg mnie największy wynalazek kuchni arabskiej) oraz smażone w oliwie kulki z ciecierzycy, czyli falafel.

W Sałatce Nelsona pomidory były zawsze pokrojone w duże kawałki i oblane obficie gęstą śmietaną. Oczywiście w myślach łączyłem je sobie z moim ulubionym brytyjskim admirałem Nelsonem, który pogonił flotę Napoleona i „make love” z lady Hamilton. Zginął na mostku kapitańskim od kuli napoleońskiego snajpera. Nie urządzono mu pogrzebu morskiego – jego zwłoki przewieziono do Anglii w beczce z rumem.



Reklama

Reklama