TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Styczeń 29, 2014 | 1:50

SYNDROM TRIERA

TELAWIW OnLine: Pod koniec maja 2011 zrobiłem ten tekścik netowy po tym, jak Lars von Trier na konfie prasowej w Cannes zaczął nagle pieprzyć, że jest naziolem, rozumie Hitlera, zaś Izrael to „wrzód na dupie” (pain in the ass).

@

Nie cierpię lewactwa, bo lewactwo nie cierpi Izraela, który z paru uzasadnionych powodów jest dla mnie nadwartością. Jednym z tych powodów jest europejskie lewactwo, z którego zawsze – choćby stawało na rzęsach – musi wyleźć w końcu zwykły siermiężny antysemityzm i ciągoty do którejś z odmian totalitaryzmu.

Niezłym przykładem była zadyma z Trierem w Cannes, która ciągnąć się będzie za nim do oporu. Chamsko-kabotyński numer z Hitlerem i nienawiścią do państwa żydowskiego będzie snuł się za nim, jak przysłowiowy smród po gaciach. Niech mu to przełoży na duński ktoś z polsko-żydowskich obywateli DK (mange tak!).

Nie żal mi Triera, który ponoć cierpi straszliwe katusze z powodu „niefortunnego potknięcia”. Jego filmy nigdy nie stanowiły dla mnie jakości intelektualnej, a ich wartość ograniczała się niemal wyłącznie do względów wizualnych. Nie lekceważę tych ostatnich, ale akurat w tej branży znajdą się zawsze jacyś „zmiennicy”.

Kino Triera zawiera w sobie rodzaj dekadencji europejskiej…, co zresztą brzmi zbyt dumnie… Chodzi o nieskodyfikowane procesy rozkładowe, których jednym z elementów jest szeroko rozumiane lewactwo. Wg mnie Trierowi – w ramach poetyckiej sprawiedliwości – należy się (zamiast palmy canneńskiej) syndrom jego imienia.



Reklama

Reklama